Katarzyna Granops: Jeśli dziś umrę, to z przedawkowania Frugo

Całe szaleństwo zaczęło się kilka, może kilkanaście miesięcy temu. Pewnego dnia weszłam na Facebooka i zobaczyłam, że moi znajomi tłumnie zaczęli dołączać do nowej grupy – ,,Frugo Wróć!”. Liczba członków ,,owocowej społeczności” (takiej nazwy używają w oficjalnym opisie założyciele grupy) rosła w zaskakującym tempie i dzisiaj wynosi już 91 395 osób – więcej niż liczy sobie mieszkańców na przykład Konin czy inne średniej wielkości miasto. Szybko też zaczęły powstawać na Facebooku kolejne, podobne do wyżej wspomnianej, strony zrzeszające miłośników napoju z lat 90. – ,,Lubię Frugo” (25 088 członków), ,,Frugo” (5 204) czy ,,No to Frugo!” (471).

Oczywiście nie musiałam długo szukać w pamięci. Skojarzenie z jednym z najpopularniejszych haseł reklamowych lat 90., ,,No to Frugo!”, nasunęło się od razu. Zapewne także uśmiechnęłam się, bo wspomnienia czasów dzieciństwa często wywołują pozytywne konotacje. Gdy weszłam na profil grupy ,,Frugo Wróć!”, okazało się, że pełen jest sentymentalnych wpisów – każdy opowiadał, który smak lubił najbardziej, jak często sięgał po ten napój, pojawiły się także porównania ze ,,smakiem dzieciństwa”. Od razu skojarzyło mi się to ze wspomnieniami balonowej gumy ,,Donald”, nierozerwalnie związanymi z mityzacją czasów dzieciństwa w tekstach autorów urodzonych w latach 70. Wystarczy też wpisać tę nazwę w Google, by bez problemu trafić na przepełnione sentymentem wypowiedzi: ,,Chyba każdy dzieciak urodzony na przełomie lat 70. i 80. i nieco później zbierał historyjki z kaczorem Donaldem, pakowane w gumie Donald. Co niektórzy, zwłaszcza w przedszkolu, wymieniali się gumami. Czasami też ten balonowy skarb żuło się cały dzień, a wieczorem przylepiało do biurka, żeby rano znów zacząć dzień od Donalda”[1]. W sieci można natknąć się na analogiczne wypowiedzi dotyczące Frugo, np. ,,Akurat w przypadku Frugo, podstawą sukcesu był też... kapsel! Frugo jako pierwsze posiadało wypukły, pykający przy otwarciu kapsel, który mnie i innych chłopaczków z osiedla w wieku 8-10 lat wręcz fascynował. Pamiętam, że kupowaliśmy ten napój, a potem pykaliśmy nim przez cały dzień. A jak już się napykaliśmy z tych kapsli, to siadaliśmy przed Pegazusem. Ech... młodość”[2]. Warto dodać, że grupa ,,Furgo Wróć!” stała się pretekstem do wspomnień nie tylko o tym napoju, ale o latach 90. w ogóle – założyciele strony regularnie wrzucają na facebookową tablicę linki do bajek z tamtego okresu czy reklam produktów, które nie leżą już na sklepowych półkach.
            Prawdziwe szaleństwo z Frugo zaczęło się jednak w lipcu bieżącego roku – dowiedziałam się o nim w podobny sposób, jak o powstaniu wyżej opisanej strony – pewnego ciepłego, letniego dnia odpaliłam Facebooka i zostałam wprost zarzucona następującymi opisami moich znajomych: ,,Frugo wróciłoooooooooo!”, ,,No to Frugo!!!” czy ,,Jeśli dziś umrę, to z przedawkowania Frugo”. Postanowiłam więc – choć bez specjalnego entuzjazmu – udać się do sklepu. Kupiłam po jednej butelce z każdego z czterech wypuszczonych na rynek smaków i z czystym sumieniem mogłam włączyć się do dyskusji moich rówieśników, mówiąc ,,no jasne, że piłam już Frugo”, czy ,,mnie smakuje najbardziej zielone, pomarańczowe też jest okej, a różowego nigdy nie lubiłam” – owo ,,nigdy” automatycznie włącza mnie do społeczności, dla której Frugo stanowi jeden z elementów wspominanego z sentymentem okresu dzieciństwa.
            Jednakże, gdy opadł początkowy entuzjazm, szybko zaczęły pojawiać się głosy: ,,I tak najlepsze było białe i czarne, pamiętacie?”, ,,Za naszych czasów te butelki były chyba większe” czy ,Drogie jest teraz, kiedyś musiało być tańsze, bo pamiętam, że dla mnie jako dla dzieciaka cena była całkiem przystępna”. Gdy po kilku tygodniach pojawiło się w sklepach czarne Frugo, wspominane jako jedno z najlepszych, szybko powstała na Facebooku grupa ,,Gdzie jest białe FRUGO?”. Okazało się, że istnieje pokusa zachowania części mitu w sferze przeszłości, do której można się odwoływać.
            Przyznaję, że kiedy na początku listopada na rynek zostało wypuszczone również białe Frugo, od razu kupiłam kilka butelek. Być może dlatego, że sama wspominałam je jako najlepsze, a być może przez te kilka miesięcy, kiedy brakowało go na sklepowej półce obok innych smaków tej marki, wzrósł mi na nie apetyt. Należy bowiem przyznać, że kampania reklamowa napoju została rozegrana po mistrzowsku – mimo że Frugo pojawiło się znów na rynku, producent dał nam czas, byśmy zatęsknili za pozostałymi smakami. W lipcu wszyscy biegli do sklepów, rozsyłając wieści do znajomych, że ,,Frugo wróciło!”, w listopadzie informowało się innych: ,,W końcu jest białe Frugo!”.
            Rozważania dotyczące kampanii reklamowej sprawiły, że weszłam ponownie na stronę ,,Frugo Wróć!” i w opisie znalazłam następującą informację: ,,Witaj na oficjalnej stronie Powrotu Frugo! (…)Po prawie 10. latach życia w ukryciu znów zawładnie ulicami i mocno namiesza. Koniec z monotonią, koniec z nudą, koniec ze sztucznymi emocjami! Czas na zupełnie nowe rozdanie w starym dobrym stylu!Po prawie 10. latach życia w ukryciu znów zawładnie ulicami i mocno namiesza. Koniec z monotonią, koniec z nudą, koniec ze sztucznymi emocjami! Czas na zupełnie nowe rozdanie w starym dobrym stylu!Po prawie 10 latach życia w ukryciu znów zawładnie ulicami i mocno namiesza. Koniec z monotonią, koniec z nudą, koniec ze sztucznymi emocjami! Czas na zupełnie nowe rozdanie w starym dobrym stylu!”. Dla rozważań nad fenomenem Frugo fundamentalne stało się w tym momencie odpowiedzenie na pytanie: ,,co było pierwsze – jajko czy kura”, w przeformułowanej wersji: ,,co było pierwsze – sentymentalna potrzeba powrotu napoju z dzieciństwa czy wykreowanie tej potrzeby przez twórców kampanii reklamowej?”.
            Okazało się, że strona ,,Frugo Wróć!” powstała już w 2010 roku. Jej twórca, Wojtek Kaszuba, tak opowiada o założeniu tego fanpage’u:
 
Pomysł był spontaniczny. Pewnego wieczoru, podczas rozmowy z koleżanką stwierdziliśmy, że mamy ochotę na Frugo. Oczywiście wiedziałem o tym, że było bardzo słabo dostępne (ostatni raz piłem je w lutym 2009). Zacząłem więc „googlować” informację o dostępności. Dowiedziałem się wtedy, że ówczesny właściciel Frugo, czyli Krynica Zdrój, zbankrutował. Był kwiecień 2010. Facebook w Polsce zaczął zyskiwać popularność. Ludzie robili różne grupy – głównie dla żartów. Stwierdziłem, że może warto się posłużyć Fejsem do czegoś więcej. Bez większego zastanowienia stworzyłem fanpage „Frugo Wróć!”. Rozesłałem zaproszenie do moich znajomych i poprosiłem ich o to samo. W ciągu godziny strona liczyła już 100 członków. Po kilku dniach 1000. W lipcu „Frugo Wróć” miało już prawie 10 tysięcy fanów. Później pojawił się news na rp.pl, że Aflofarm szykuję markę do sprzedaży. W tym samym czasie „Frugo wróć” zostało zablokowane na Facebooku. Wysyłałem różne formularze do FB i poprosiłem o pomoc przedstawiciela Aflofarmu. Fanpage w tym czasie miał już 30 tysięcy fanów. To było dla mnie coś niewiarygodnego! Udało się odzyskać prawa admina, a strona ciągle się rozrastała.[3]
 
Kiedy w marcu 2011 roku Spółka FoodCare odkupiła markę od Aflofarmu, fanpage Wojtka stał się oficjalnym profilem Frugo na Facebooku, a Wojtek pozostał jego administratorem.
To w dużym stopniu zaważyło na sukcesie kampanii marketingowej napoju. Profil Wojtka powstał z rzeczywistej tęsknoty za produktem, który założycielowi omawianego fanpage’u kojarzył się z czasami dzieciństwa. Kaszub, jako administrator oficjalnej strony Frugo, do dziś wykorzystuje powiązanie marki z latami 90., zamieszczając m.in. linki do bajek z tamtego okresu. Należy bowiem zauważyć, że Frugo – choć oczywiście niezwykle popularne w czasach, gdy pierwotnie gościło na sklepowych półkach – nie było najbardziej kultowym napojem w latach 90. (o czym świadczy chociażby fakt, że ze względu na spadek sprzedaży marka musiała zniknąć z rynku), stało się nim poprzez fakt bycia reliktem przeszłości, sentymentalnym elementem dzieciństwa właściwym tylko dla osób urodzonych w drugiej połowie latach 80. i wczesnych latach 90. Tę tęsknotę wykorzystali twórcy kampanii reklamowej napoju. Spółka FoodCare zdecydowała się w swoim planie promocyjnym wykorzystać istniejący już profil ,,Frugo Wróć!”, wiedząc, że już sama fanpage’u wyraża tęsknotę za czymś minionym, a dziś już niedostępnym, więc można było przypuszczać, iż członkowie grupy powitają powrót napoju z – co najmniej – entuzjazmem. Efekt tych działań zapewne nawet przerósł oczekiwania firmy.
Można przypuszczać, że opisane powyżej szaleństwo niedługo osłabnie. Skoro napój jest znów dostępny w sklepach, przestanie być elementem jakiegoś minionego, wspominanego z sentymentem czasu. Na tablicy oficjalnej grupy ,,owocowej społeczności” pojawiają się wciąż następujące zapytania: ,,Kiedy będą duże butelki Frugo w sklepach??” (Mateusz K., 30.11.11, 21:22) czy ,,Kiedy jakiś nowy smak Frugo?” (Karol K., 30.11.11, 21:36), powstała też kolejna grupa na Facebooku – ,,Niebieskie Frugo Wróć” (już 3 483 fanów), co jest dowodem na to, że to, co jest dostępne, przestaje budzić wielkie emocje. Gdy pojawią się na rynku wszystkie smaki, jakie znamy z dzieciństwa, nikt nie będzie już biegł do sklepu specjalnie po ten napój, ale niewykluczone, że z przyzwyczajenia doda go do koszyka. Mimo że skończy się szaleństwo związane z powrotem Frugo, kampania marketingowa tego produktu być może osiągnie trwałe efekty – marka stała się powszechnie kojarzona z czymś pozytywnym, dzięki czemu wielu klientów nadal będzie wybierała właśnie ten owocowy napój.
 



[2]http://www.wykop.pl/link/253341/historia-upadku-frugo-eb-bonaqa-i-kilku-innych/. W komentarzu została zachowana pisownia oryginalna. Data dostępu: 30.11.11 r.
[3]http://studiumprzypadku.com/no-to-frugo/, data dostępu: 30.11.11 r.