Jakub Wypychowski: Sibir, złaja maczicha
czyli pierwowzór Wokulskiego w alkoholowych oparach

Odkurzyć, przywrócić polor, przenieść z antypodów uwagi czytelniczej do samego centrum – to główne zadania naszego literackiego Strychu. Często za arcydziełami stoją pomniejsze, zapomniane, lecz równie dobre teksty. Każda opowieść zdaje się mieć swój czas, pora jedną z nich wyciągnąć na powierzchnię.

 
Adam Szymański, Przewoźnik – nazwisko i tytuł nikomu nieznane. No, może poza kilkoma ekscentrycznymi polonistami, którzy lubią zajrzeć nieco głębiej, dojść do źródła. Asumptem do stworzenia niniejszego artykułu było właśnie poszukiwanie genezy Lalki, dokładniej – postaci Stanisława Wokulskiego. Dotąd, jeśli w ogóle pamiętano o autorze Szkiców, jego Przewoźnik występował zawsze w komensalistycznej symbiozie z powieścią Prusa. Aleksander Głowacki, choć nigdy tego nie przyznał, czerpał garściami z konstrukcji głównego bohatera noweli Szymańskiego – Kostji. Powyższy fakt zdaje się być całkiem dobrą rekomendacją, lecz to bagatela; Przewoźnik jest na tyle interesującą historią, że może (i powinien) żyć własnym życiem, wyjść z cienia tego genialnego utworu.
Opowiadanie wpisuje się w bogatą tradycję literackich prób rozliczenia się z powstaniem styczniowym oraz traumą Sybiru. Nie uderza na szczęście w patriotyczną strunę, nie utrzymuje patetycznego tonu, który lekko sfałszowany przemieniłby się zapewne w sztampę. Autor przyznaje otwarcie – „wódka ludźmi rządzi tu”. Sprowadza rzeczywistość Syberii drugiej połowy XIX stulecia do jednego prostego wzoru – C2H5OH. Przynajmniej pozornie. Do momentu poznania głównego bohatera, który jest jednocześnie drugim narratorem (proza ma budowę szkatułkową), czytelnik może sądzić, że będzie to jedna z opowieści z cyklu: „Piję, żeby zapomnieć o…” – kolejny bękart pisarza-alkoholika. Nic bardziej mylnego. Rzeczywistość nasączona etanolem to tylko wierzchnia warstwa dzieła, która pełni funkcję kontrapunktu wobec podniosłego stylu wypowiedzi Kostji. Choć autor jest twórcą tradycyjnie przypisywanym do epoki pozytywizmu, bohater jego opowiadania hołubi wartościom wybitnieromantycznym: „Wy macie rozum, a ja – serca głupiego kawałek”. Brzmi znajomo? Oczywiście, to tylko jedno z wielu nawiązań literackich; Szymański niejako bawi się z czytelnikiem, wplatając w strukturę tekstu w mniej lub bardziej zawoalowany sposób aluzje, które zwiększają atrakcyjność opowiadania.
 
Jak pisać o Sybirze, nie szafując przy tym patriotyzmem czy też mesjanizmem? Choć to zadanie niełatwe, Szymańskiemu się powiodło. W historii Konstantego Buski środek ciężkości jest zawieszony w nieco innym miejscu. Przewoźnik to przede wszystkim opowiadanie o upadku moralnym, relatywizacji systemu (systemów) wartości i zawiedzionych nadziejach, które w konfrontacji z rzeczywistością wyglądają jak naiwne mrzonki. To narracja nie tylko o Polakach – autor spogląda nieco szerzej, poruszane problemy mają charakter ponadnarodowy, ogólnoludzki. Tekst jest poniekąd odpowiedzią na pytanie o kondycję człowieka drugiej połowy XIX stulecia. Niestety, odpowiedź ta bynajmniej nie zachwyca.
Na początku opowiadania czytelnik może pójść w ślady narratora pierwszoosobowego, który połączył zawód przewoźnika (Buski przeprawiał turystów łodzią przez rzekę Angarę), stan kilkudniowego upojenia alkoholowego oraz szlacheckie urodzenie jednym wspólnym mianownikiem – upadkiem moralnym. Pozorne zatracenie było tym większe, że Kostję spośród pozostałych robotników wyróżniało gruntowne wykształcenie. Konstanty odpowiada z charakterystyczną dla siebie emocją, która idealnie współgra z nutą goryczy i pewną dozą wrażliwości: „[…] wszyscy oni widzą tylko butelkę w mym ręku, a nikt nie chce widzieć łez z mych oczu płynących”. Oto kolejny literacki przykład na to, jak często ulegamy miazmatycznym obrazom (czytaj: społecznym konwencjom) nie próbując dostrzec czegoś więcej niż to, co widzimy na pierwszy rzut oka. Atawistyczny, dziki śmiech był z początku jedyną reakcją na oskarżenie o upadek moralny, w którym Buski widział tylko niesmaczną ironię. Po chwili refleksji dochodzi jednak do merytorycznej części swej apologii. W własnym odczuciu degrengolada nie stała się bynajmniej jego udziałem. Pozostał człowiekiem. Mierzi go obojętność ludzi – „ten ich spokój drewniany”, z rumieńcem wstydu dochodzi do gorzkiej konstatacji, „że w życiu podłym być potrzeba”, podstawą jego światopoglądu jest ufność w ludzkie serce. Są to wartości, które, nawet jak na tamte czasy, wydają się anachroniczne, przynajmniej dla osób oceniających człowieka ze względu na zajmowaną pozycję społeczną. Taki błąd popełnił z początku wędrowiec (w tradycyjnym odczycie Przewoźnika utożsamiany z autorem), reflektując się poniewczasie: „I nie miałem odwagi powiedzieć mu prawdy, i powaga cierpienia, wobec którego stałem, na utajenie tej prawdy również mi prawa nie dawała”.
 
Warto powiedzieć nieco więcej o Angarze, gdyż jest ona pełnoprawnym bohaterem opowiadania. Szymański przedstawił żywioł w niezwykle plastyczny sposób. Rzeka jawi się czytelnikowi jako wulkan energii, potężna destrukcyjna siła, która nie wybacza najmniejszego błędu szaleńcom ośmielającym się wejść z nią choćby w pobieżny kontakt. Relacja Konstantego z dopływem Jeniseju jest nad wyraz skomplikowana. Angara zapewnia mu co prawda zarobek,  jednak wciąż czyha na jego życie. Objawia się tu maksymalizm działań przewoźnika, który wyrusza w podróż, żeby zmierzyć się z rzeką, gdyż jest mu już poniekąd wszystko jedno. To jakaś patologiczna forma protestu przeciw zastanemu światu oraz stosunkom panującym między ludźmi. Kostja „nie lubi ciszy i spokoju” (na marginesie możemy sobie dopowiedzieć: gdyż pobudzają one do refleksji), kocha natomiast Angarę za jej nieokiełznaną naturę, podchodzi do niej z należytym respektem, mimo iż zna ją nie od dziś – wie, że to ona pozwala mu przeżyć. a jednocześnie będzie najpewniej miejscem jego śmierci.
 
To tylko niewielki wyimek problematyki Przewoźnika, podany na zachętę, by sięgnąć po lekturę. W opowieści pojawia się między wierszami problem uwłaszczenia chłopów i zmiany systemu feudalnego na kapitalizm. Paralele między Lalką i opowiadaniem Szymańskiego celowo przemilczałem, gdyż ta historia zasługuje na to, by oderwać się od swej słynniejszej następczyni, jednak nawet pobieżna lektura tekstu zmusza czytelnika do refleksji nad podobieństwem obu postaci.

 

 


„Sibir’, złaja maczicha” - Syberio, zła macocho” – cytat z opowiadania Adama Szymańskiego pt. Przewoźnik.