Piotr Stankiewicz: Wiersze

Arktyczne powietrze znad Skandynawii


zapowiedziano w radiu –
   – miało w nocy napłynąć nad Polskę
 
i faktycznie o godzinie szóstej
kładziesz stopy na podłodze
 
poranne kapcie tulą się do siebie
nastroszone całonocnym chłodem
myszkującym po po podłodze
 
prawem i obowiązkiem człowieka
staje się gorąca kawa
 
w porannych serwisach
licytacja:
 
Kraków – minus piętnaście
Warszawa – minus osiemnaście
Suwałki – minus dwadzieścia jeden
 
a potem kiedy zaludniają się
sklepy i tramwaje
 
ręce rozcierasz
pociechą współczujących spojrzeń
 
w twarze mijanych ludzi
patrzysz jak w krzepiące zwierciadła
 
szaliki i głowy w ramionach
pokorny heroizm kołnierze na sztorc
 
oto potęga narodów –
– małe codzienne braterstwo

 
Na Times Square
 
przyjezdni z Europy rozglądają się tutaj
mniej lub bardziej niepewnie
 
szukają punktu w którym
oś wszechświata
przebija nowojorski chodnik
 
mogliby go Amerykanie oznaczyć
pobierać dwa dolary za fotografię
przy pępku ziemi
 
albo chociaż zostawić
znaczącą wklęsłość w asfalcie
 
nic z tego
 
trzeba by rzucić się na kolana
szukać tego miejsca na czworakach
 
ale na tak szczegółowe studium
trudno się oczywiście zdobyć
 
więc nic z tego
mamy już mało czasu
 
zresztą
 
byle przechodzień mógł go przydepnąć nogą
naturalnym gestem bez złośliwości
jak upuszczoną przez kogoś monetę
 
i czeka aż odejdziemy

 
Grób Agamemnona
 
stromo rozkrojony wzgórek
początek świata
 
jawna tajemnica
u zbiegu gładkości murów
 
zapieczętowana przed laty nieraz ograbiona
czym nas do dzisiaj kusi?
 
z rozkoszą dajemy się wciągnąć
żarłocznej zachłannej pustce
 
a wychodzimy strapieni
 
poniekąd czując dlaczego
światło na zewnątrz
 
kolejne pół tonu bledsze