Poezja jest współcześnie mało popularna. Podobno. Niewielu się nią interesuje. Podobno. Małe nakłady tomików poetyckich mamy w kraju tym (nie)poetyckim. Podobno. Zachwianie w twierdzeniu jest tu bardzo ważne. Czasem to i owo sprawia, że w miasteczku Poznań kultura literacka rozkwita. Relacja ze spotkania: Klub literacki w Dragonie – Radosny spęd twórców Poznania (10 maja, wtorek, godz. 19:30, MDK Dragon)
Poezja jest współcześnie mało popularna. Podobno. Niewielu się nią interesuje. Podobno. Małe nakłady tomików poetyckich mamy w kraju tym (nie)poetyckim. Podobno. Zachwianie w twierdzeniu jest tu bardzo ważne. Czasem to i owo sprawia, że w miasteczku Poznań kultura literacka rozkwita. Nie tylko od święta [np. co dwa lata na Poznań Poetów].
19:30 – to właściwie dobry czas na rozruch artystyczny. Ludzie są po pracy, po uczelni, po szkole – zazwyczaj. Pora dość chilloutowa, po kolacji. O tej godzinie 10 maja we wtorek odbyło się w Małym Domu Kultury w Dragonie spotkanie Klubu literackiego. Jego hasło brzmiało: Radosny spęd twórców Poznania. Założenie [tak to odczytuję]: swoboda, chaotyczność i creativity.
Było poetycko na różnych szczeblach. Najpierw widownia, zwana i wyczuwana jako współuczestnicy, miała okazję obejrzeć filmy malarskie. Zrobili je studenci Uniwersytetu Artystycznego. Po malarskości obrazu przyszedł czas na specyficzną malarskość tekstu poetyckiego. Silna metaforyzacja i/lub poezja konkretu. Niezwyczajny zachwyt i/lub codzienne zmagania się z życiem. Polszczyzna uładzona i/lub polskie frazy pokawałkowane. Różne rodzaje wyobraźni. Raz lepiej, raz gorzej. Z tekstem.
Schemat spotkania był jeden: prezentowanie poezji na zasadzie slamu poetyckiego. Najważniejsze: swojej poezji. Był tam więc Robert Rybicki, organizator tego Klubu literackiego. Była Bianka Rolando, pisarka i poetka. Byli studenci Uniwersytetu Artystycznego.
Słuchanie – tak mi się wydaje – tekstu pokazuje jeszcze inne odczytania. I nam, osobom słuchającym, i tym, co prezentują własną twórczość. Wyjście przed ludzi (nawet jeśli ci są pozytywnie nastawieni
i nie ziewają, i mają lekki uśmiech na twarzach) i mówienie przez mikrofon – to rzecz trudna. Mówienie przed publicznością to sprawdzanie: siebie i przede wszystkim – tekstu.
Atmosfera luźna. Poetycka z tego względu, że stawiająca w centrum poezję właśnie. Jakakolwiek
i o czymkolwiek by nie była.
Każda i każdy mógł także zaprezentować jakiś swój tekst. Jednak ci, co przyszli, raczej nie mieli przy sobie tekstów. Robert Rybicki zapowiadał, że to takie pierwsze spotkanie dla publiczności, że mogłoby być więcej takich spotkań.
Zwłaszcza, że wstęp był wolny. Swoboda była łatwo wyczuwalna. A creativity, która miała przyświecać umysłom naszym wszystkim, udostępniająca się na zasadzie wspólnego stołu z poetycką pożywką [ang. commons]. Creative commons: nieskrępowane korzystanie z twórczości innych osób. Warto.
