Malta Festival Poznań to bez wątpienia jedno z najciekawszych wydarzeń na mapie kulturalnej stolicy Wielkopolski. XXI edycja festiwalu skupiała się wokół pojęcia „wykluczenia”. Sześć dni wypełnionych przedstawieniami teatralnymi, tanecznymi i koncertami dostarczyło niezapomnianych wrażeń każdemu miłośnikowi sztuki. Mnogość i różnorodność wydarzeń mogła usatysfakcjonować najbardziej wybrednego festiwalowicza.
Na muzyczną część Malta Festiwal Poznań złożyły się koncerty takich gwiazd, jak Portishead, Fleet Foxes i Manu Chao. Usytuowanie sceny na mecie przy jeziorze Maltańskim nie tylko pozwoliło na bardzo dobry kontakt z muzykami, ale dostarczyło też wrażeń estetycznych, które znakomicie korespondowały z nastrojowym charakterem trzeciego dnia festiwalu.
Występ Manu Chao śmiało możemy zaliczyć do najenergiczniejszych koncertów tegorocznej edycji Malta Festivalu. Niekiedy melancholijne melodie przerywały mocne przejścia i wyśmienite gitarowe solo. Manu Chao okazał się charyzmatycznym frontmanem, który porywał publiczność do zabawy przez ponad dwie godziny. Powitał swoich fanów słowami: „Cześć Poznań, cześć Polska!” i przez cały czas trwania koncertu podtrzymywał kontakt z widownią, wtrącając polskie, angielskie i francuskie słowa. Gest uderzania mikrofonem w klatkę piersiową imitujący bicie ludzkiego serca czy zachęta do wspólnego zanucenia melodii, elektryzowały osoby zgromadzone pod sceną. Za fenomen tego koncertu możemy uznać długość bisu. Manu Chao zagrał bardzo dynamicznie przez równą godzinę, po czym zszedł ze sceny. Potem wychodził do publiczności około pięciu razy, co przedłużyło całość o dodatkowe siedemdziesiąt minut. Wokalista przyłączył się do kampanii wodnej PAH i przez cały występ miał na nadgarstku niebieską opaskę, która symbolizowała wsparcie dla zbierania funduszy na wodę dla Sudanu. Po zakończonym występie muzycy rzucali między publiczność butelki z wodą, a jeszcze podczas bisu osoby zgromadzone pod sceną miały okazję złapać pałeczki perkusisty. Już po zgaszeniu świateł, kiedy fani szli do wyjścia, spontanicznie nucili tę samą melodię.
Trzeci dzień festiwalu przyciągnął najwięcej amatorów muzyki, ponieważ stworzył niebagatelną okazję do obejrzenia występu Portishead na żywo. Przed brytyjską grupą wystąpiła formacja mniej znana, ale w pełni zasługująca na uwagę: Fleet Foxes. Półtoragodzinny koncert wprowadził widownię w niezwykły nastrój. Spokojne kompozycje, widok jeziora i zachodzącego nad nim słońca, były idealnym przedsmakiem do występu zespołu triphopowego. Członkowie Fleet Foxes parokrotnie podkreślali, że to dla nich zaszczyt, występować przed tak wielką gwiazdą. Sami dali naprawdę bardzo dobry popis swoich umiejętności. Zagrali spokojnie, ale ciekawie. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że każdy wykonywany utwór ma duszę. Na uwagę zasługiwały wykorzystane instrumenty: flet poprzeczny, tamburyn, mandolina, instrument klawiszowy, których brzmienie urozmaicało koncert. Około cztery energiczniejsze kawałki oraz żarty muzyków ożywiły występ. Jednak jeżeli chodzi o charyzmę sceniczną, wokalista Robin Pecknold przypomina Chrisa Martina – nie udało mu się nawiązać tak dobrego kontaktu z publicznością, jaki miał Manu Chao.
I wreszcie gwiazda muzyczna Malta Festivalu – Portishead. Heineken Open’er Festival odbywający się w Gdyni ma czego pozazdrościć stolicy Wielkopolski. Właśnie takiego koncertu zabrakło na lotnisku Babie Doły podczas X jubileuszowej edycji festiwalu. Publiczność zgromadzona nad jeziorem Maltańskim z niecierpliwością oczekiwała wyjścia brytyjskiej grupy na scenę. Wyświetlana na telebimach migająca litera P potęgowała napięcie wśród fanów. Zachwycający głos Beth Gibbson wywoływał ciarki na plecach. Cały występ można uznać za nastrojowy, dość mroczny i raczej minimalistyczny pod względem oprawy audiowizualnej i tego, co działo się na scenie. Wyświetlane na telebimach wizualizacje tworzyły specyficzny klimat. Podczas Mysterons pogaszono większość świateł i utwór wykonano w półmroku. Portishead dało dobry koncert. Czasami porównywane jest pochopnie do zespołu Massive Attack, ale zarówno pod względem muzycznym, jak i scenicznym grupy te różnią się od siebie. Na Portishead nie było miejsca dla laserów, żywych wizualizacji czy gry świateł. Maltańska publiczność mogła uczestniczyć w bardzo nastrojowym spektaklu. Fani żywo reagowali na kolejne utwory. Wielokrotnie najbardziej wyczekiwane przeboje były rozpoznawane już po pierwszych taktach i powodowały głośny aplauz. Część osób po prostu leżała na ziemi, wsłuchując się w muzykę.
Usytuowanie sceny, dobrani wykonawcy i nagłośnienie zasługują na pochwałę. Kłopot natomiast sprawiła rzecz prozaiczna, jaką był powrót festiwalowiczów do domu. Specjalne tramwaje nie jeździły tak, jak zapowiadano. Fanów muzyki czekał długi spacer albo wypatrywanie przepełnionego autobusu nocnego czy tramwaju, gdy ten wreszcie się pojawił. Mimo drobnych niedogodności Malta Festival Poznań to wydarzenie, w którym trzeba uczestniczyć. Miłośnikom teatru, tańca i muzyki pozostaje z niecierpliwością czekać na kolejną edycję festiwalu.
