Małgorzata Sosnowska: Potrójne spotkanie. Świat filmu, świat sztuki, świat malarstwa

Na jedną w roku noc szerzej i na dłużej otwierają się przed miłośnikami sztuki drzwi poznańskich muzeów, galerii, instytucji kultury. Tegorocznej wyjątkowej nocy Centrum Kultury „Zamek”, za pośrednictwem medium filmowego, zaprosiło swych widzów do Kunsthistorisches Museum we Wiedniu. Stało się tak za sprawą filmu Dagmary Drzazgi Lech Majewski – świat według Bruegla.

Wiele osób przyszło spotkać się tej nocy z samym malarzem, z  zainspirowanym jego twórczością reżyserem, a także obecną na pokazie reżyserką. Tej osobowej trójni towarzyszyło wiele form samej sztuki. Obraz „Droga na Kalwarię” zainspirował Lecha Majewskiego do niesamowitego przedsięwzięcia, powstał film Młyn i krzyż. Z kolei pęd twórczy reżysera śledziła Dagmara Drzazga.
Dokument o powstaniu najnowszego dzieła śląskiego artysty to kolejny film w dorobku dziennikarki i reżyserki z 15-letnim stażem, współpracującej z TVP w Katowicach. Film [powt.] w zeszłym roku otrzymał bardzo prestiżową nagrodę Prix Italia na 62. Międzynarodowym Festiwalu Produkcji Radiowych i Telewizyjnych („dziennikarskiego Oscara”, ujmując to słowami reżyserki) oraz nagrodzono go w grudniu „Polskim Pulitzerem”, czyli nagrodą Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Jak się okazało, to także kolejny dokument Drzazgi o Lechu Majewskim.
Jej współpraca z reżyserem zaczęła się w Nowym Jorku w Muzeum Sztuki Współczesnej, gdzie zaproszony został jako trzeci z kolei Polak (po Magdalenie Abakanowicz i Tadeuszu Kantorze) i najmłodszy reżyser, któremu MoMA zorganizowała retrospektywę. Drzazga postanowiła sfilmować to wydarzenie, a dodatkowo w tym symbolicznym miejscu, jakim jest NY, zapytać Majewskiego, kim właściwie jest, gdzie tak wciąż podróżuje i czego szuka? Właśnie tutaj, w tych Himalajach XX wieku, jak nazwał Majewski rozświetlone szczyty wieżowców, powstał film Lecha Majewskiego podróże w głąb siebie.
 
Śląski artysta podróżuje w głąb obrazu, a reżyserka opowiada o Drodze na Kalwarię widzianej przez pasjonata. Jej założeniem nie było bowiem nakręcenie wyłącznie making offu z planu filmowego. Chciała wejść w interpretację dzieła Pietera Bruegla, jakiej podjął się Lech Majewski. Prześledzić proces twórczy, poznać filozofię flamandzkiego mistrza, zgłębić ukryte symbole oraz „spotkać się” z postaciami z obrazu. Przedsięwzięcie było tym bardziej szczególne, że holenderski malarz to dla samej autorki twórca ukochany.
Podczas spotkania, po projekcji wspominała czasy dzieciństwa, którym towarzyszył. Zapatrzona w jego reprodukcje czuła, że przenosi się w tworzony przezeń dziwny świat, czuje wilgotne powietrze znad kanału, słyszy jakiś nieznany język, a gdy pójdzie niedomalowaną już uliczką, będzie wiedziała, co znajdzie za rogiem.
Dziś, jako reżyserka, czuje się obdarowana, ponieważ może kraść rzeczywistości te fragmenty, które się dzieją, a które nigdy już się nie powtórzą. Uwiecznia na zawsze to, co minęło, choć, jak podkreśla, jest to też ciężka praca: Plan filmowy to stan wojny, a reżyser zawsze ma swoją wizję, chce, by całość wyglądała tak, jak to sobie w duszy wymyślił. Ona, uczestnicząc powstawaniu kolejnego dzieła sztuki w roli obserwatorki, jednocześnie była jak pijawka, dopinała się i ciągnęła, ile tylko mogła, choć momentami twórca tego nie chciał, odganiał ją, chcąc się skupić zasłaniał ręką kamerę. Nie ustępowała, bo wiedziała, jaki materiał chce mieć, gdzie powinna się znaleźć, z kim porozmawiać. Wiedziała, że chce opowiedzieć o obrazie Bruegla przez Lecha, stąd taki tytuł. Równie dobrze mógłby on brzmieć odwrotnie: Pieter Bruegel – świat wg Lecha Majewskiego. Chciała, by te dwie próby odbioru świata, próby przekładania go na indywidualny język, filtrowania przez własną wrażliwość i osobowość były tożsame.
 
Snując narrację o tym, jak Majewski rozumie obraz Bruegla i samo dzieło filmowe, które chce stworzyć, Drzazga wplata w nią fragmenty o pracy na planie, rozmowy reżysera z aktorami, czynione przezeń aluzje filmowe, anegdotyczne epizody. Wyraźnie zaznaczoną kompozycję tworzą poszczególne części, choć nietytułowane, to zwarte tematycznie i czytelne: od pomysłu do realizacji; kontemplacja obrazu; metajęzyk sztuki; „jak zatrudniłem Michaela Yorka?”; „ci ludzie chcą ze mną pracować”; kody kolorystyczne; niebo z Nowej Zelandii; „cieszy mnie praca przy tym filmie”. Jednym z bohaterów filmu Drzazgi jest też muzyka, która budując nastrój, współgrając z elementami obrazu jednocześnie staje się dla widza punktem zaczepienia, różnicuje poszczególne fragmenty. Przenosi w świat kontemplacji i towarzyszy odbiorcy w jego refleksjach. Tworzy przestrzeń dla myśli. Wywołuje, jak obraz Bruegla, efekt zadumy.
Na jedno z pytań publiczności, czy reżyserka nie chciałaby pomyśleć o stworzeniu making offu
ze scen, które nie weszły do jej dokumentu, a które zostały nakręcone i z radością obejrzeliby je widzowie, Drzazga odpowiedziała, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki i choć odbiorcom szkoda niewykorzystanych scen, to co, było najlepsze, znalazło się w filmie. Ona twórczo jest już w zupełnie innym miejscu.
Jej kolejny dokument nosić będzie tytuł Bez jednego drzewa las lasem zostanie i opowiadać o aresztowanym i skazanym w 1942 roku w Katowicach księdzu. Do tematyki filmu Lecha Majewskiego już nie wróci, ten żyje dziś własnym życiem. Reżyserka dała mu je na taśmie montażowej, ale wraz z końcem procesu twórczego, gdy obraz zamknął się w oczekiwanej  formie, role się odwróciły. Teraz to on na nią patrzy, zabiera ją na pokazy, owocuje nagrodami i spotkaniami, i sam dalej idzie w świat.