Agnieszka Szpylma: Przepakowania z przestrojeniami
recenzja płyty Grzegorza Turnaua Fabryka klamek, firma fonograficzna Mystic, listopad 2010

Specyfikę krążka tworzą bowiem: bogactwo, rozmach, „przepakowanie” – cechy dostrzegalne zarówno w warstwie tekstowej, jak i brzmieniowej. Turnau nie ogranicza się tu do ulubionego przez siebie fortepianu ani do paru instrumentów towarzyszących. Do powstającego na Zamku Królewskim w Niepołomicach nagrania angażuje całą orkiestrę, a do jednego z utworów – chór. Zaprasza ponadto do współpracy znanych wokalistów i muzyków, których gra (np. na oboju, wiolonczeli czy rożku angielskim) zapewnia utworom rozmaitość brzmień.

„a przygoda wnosi daje stwarza
wabi urok magnetyczna woła plaża”

– tymi słowami „promuje” zanzibarskie krajobrazy Grzegorz Turnau w piosence otwierającej jego najnowszy album – wydaną 3 listopada 2010 Fabrykę klamek. Co ciekawe, wymienione tu cechy egzotycznej plaży równie dobrze przypisać można twórczości krakowskiego artysty. Muzyka Turnaua jest bowiem nieustającą od dwudziestu lat przygodą, wnosi nowe sensy i doznania, daje radość i przyjemność estetycznej percepcji, stwarza światy, wskrzesza ludzi i ich myśli, wabi urokliwymi brzmieniami i liryczną głębią. Krótko mówiąc, jest w niej coś magnetycznego, zaś jej twórca to swoisty „nomad”, który wciąż drąży i dąży, odkrywając nowe „szczeliny dla słowa” i sposoby wyrazu, a zarazem zachowując charakterystyczny dla siebie styl. Czy wszystko to da się powiedzieć również o jego ostatniej płycie? Owszem, choć wątpliwości może budzić fakt, czy nie jest marnotrawstwem i przerostem formy nad treścią „taki nadmiar wód obszaru dla chwil paru”, jaki cechuje zarówno plaże Zanzibaru, jak i ostatnią „odsłonę” poezji śpiewanej Turnaua. Specyfikę krążka tworzą bowiem: bogactwo, rozmach, „przepakowanie” – cechy dostrzegalne zarówno w warstwie tekstowej, jak i brzmieniowej. Turnau nie ogranicza się tu do ulubionego przez siebie fortepianu ani do paru instrumentów towarzyszących. Do powstającego na Zamku Królewskim w Niepołomicach nagrania angażuje całą orkiestrę (Orkiestra Akademii Beethovenowskiej pod dyrekcją Michała Nesterowicza), a do jednego z utworów – chór (Chór Szkoły dla Upadłych Dziewcząt pod kierownictwem Jana Kantego Pawluśkiewicza). Zaprasza ponadto do współpracy znanych wokalistów (Basia Gąsienica-Giewont, Dorota Miśkiewicz, Sebastian Karpiel-Bułecka) i muzyków, których gra (np. na oboju, wiolonczeli czy rożku angielskim) zapewnia utworom rozmaitość brzmień.
            „Przepakowane” – tym razem treściowo – są również teksty piosenek. Wielu internautów, wydając opinie na temat Fabryki klamek, zwraca uwagę na zbytnią metaforyczność przekazu słownego, utrudniające odbiór liczne niedopowiedzenia i brak jednoznacznego przesłania. Sądy te niewątpliwie są prawdziwe, wydaje mi się jednak, że wymienione cechy niekoniecznie stanowią mankament tego typu twórczości, co więcej – często świadczą o jej wartości. Poezję śpiewaną (jak każdą poezję) powinna bowiem – w moim mniemaniu – charakteryzować wielość sensów, migotliwość znaczeń, dzięki czemu staje się ona wymagającą skupienia i refleksji przygodą intelektualną. Zarazem jednak nie należy lekceważyć horacjańskiej zasady „złotego środka”. Zgodnie z nią, umiar jest cechą pożądaną w każdej sferze ludzkiej aktywności, w tym i wpoezji, której wieloznaczność nie powinna przekraczać możliwości ludzkiej percepcji. Jeśli jakiś tekst chce znaczyć wszystko, zarazem nie znaczy nic – wydaje się, że o tej (bynajmniej nie czułej) regule zapomnieli twórcy niektórych piosenek, m.in. wieńczącego album utworu Czuła reguła. Mowa tu o twórcach, bo słowa tylko dwóch z czternastu kompozycji napisał Turnau. Autorami pozostałych tekstów są: Leszek A. Moczulski, Michał Zabłocki i Michał Rusinek, ponadto zaadaptowano i muzycznie opracowano Sonet LX Williama Szekspira w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Szekspir naturalnie nie pozostawia nic do życzenia, jednak na tle jego wiersza dość słabo wypada kunszt poetycki pozostałych twórców. Niekiedy ma się wrażenie, że w ich poezji rym przekreśla lub podważa sens, podporządkowuje go sobie, wprowadzając chaos interpretacyjny. Tak jest choćby w przypadku wspomnianej już piosenki Na plażach Zanzibaru, która rozpoczyna się słowami:
„Europy wiemy jaki powab
człowiek jeśli chce coś więcej to jest nomad
bo tak mu się podoba własna dusza
ale także – choć z umiarem – własna soma
trzeba uciec albo to wybadać
aby można opowiadać sens ukazać”
            O ile zrozumiały jest fragment mówiący o tym, że „nomad” to ktoś, komu nie wystarcza „powab Europy”, o tyle niejasna wydaje się fascynacja owego podróżnika własną duszą oraz somą (czyżby oznaczała ona uśpienie monotonią podróży, a może spokojem egzotycznych plaż czy raczej nudnym życiem Europejczyka?... Niewykluczone też, że kluczowy jest tu nie problem duszy i somy, ale frazeologizm „tak mu się podoba”, wskazujący na pewien indywidualizm „podróżnika”). Pada tu postulat ucieczki (skąd, dokąd i po co?) lub wybadania (czego?) w celu ukazania jakiegoś bliżej nieokreślonego sensu. Niewykluczone, że zacytowany fragment znaczy bardzo wiele i że pewnego dnia ktoś odkryje w tym tekście potężny potencjał artystyczny (Norwid najlepszym przykładem, że takie rzeczy się zdarzają). Póki co, chciałabym jednak zaryzykować stwierdzenie, że utwór ten (i nie tylko ten) cechuje szereg niedociągnięć pod względem literackim – ale literackim tylko i wyłącznie.
            Snute tu przeze mnie refleksje i przywoływane wrażenia mają bowiem charakter czysto czytelniczy. Są efektem lektury tekstów, które odnaleźć można w książeczce załączonej do płyty (wypada tu dodać, że owa „broszurka”, podobnie jak okładka, opracowana jest doskonale pod względem graficznym). Ponieważ jednak twórczość Turnaua to poezja nie czytania, nie mówiona, ale śpiewana – należy zrezygnować ze wspomnianego przed chwilą typu odbioru i chłonąć proponowane nam teksty w całym bogactwie brzmienia, które im towarzyszy. Dopiero wówczas ujawnia się prawdziwe piękno tych utworów, ich głębia i – sens. Oto bowiem energiczna, rytmiczna, zamaszysta wręcz muzyka skomponowana przez Jana Kantego Pawluśkiewicza przenosi nas na plaże Zanzibaru, odrywa od codziennej monotonii, uwalnia od społecznego skrępowania, zachwyca szeroką perspektywą, proponuje przygodę. Sonet LX z kolei muzycznie faluje, co doskonale odzwierciedla powtarzalność ludzkich losów.
            Sens utworów Turnaua jest zatem efektem współgrania brzmienia i tekstu. Oba te elementy spotykają się: w śpiewie krakowskiego artysty, który – z właściwym sobie przymrużeniem oka – opowiada o swoich ulubionych lekturach (Lubię duchy) i męczącej poezji (Gdy poezja); w delikatnym jak skrzydło motyla głosie Basi Gąsienicy-Giewont (Motyliada); w lirycznym przekazie Doroty Miśkiewicz (Nie oglądaj się na niebo, Czuła reguła) czy dynamicznym zaśpiewie Sebastiana Karpiela-Bułecki (znanego jako wokalista zespołu „Zakopower”), który porywa nas w podróż do różnych, tajemniczych miejsc (Na plażach Zanzibaru). Czyni to zresztą przy współudziale orkiestry, w nie mniejszym stopniu kształtującej klimat utworów. Towarzyszy ona wokalistom nie tylko w zanzibarskiej przygodzie, ale też i w innych piosenkach, np. w Motyliadzie będącej muzyczno-poetyckim opracowaniem koncepcji „efektu motyla” (metafora ta rozumiana jest tu zresztą bardzo dosłownie). Kompozycja to raczej nieskomplikowana, przyjemna w odbiorze, lekka niczym motyl – główny bohater opowiadanej historii.
            Motyw motyla pojawia się też w Fabryce klamek (sł. i muz. Grzegorz Turnau) – tytułowym utworze albumu. Piosenka ta, śpiewana wraz z Dorotą Miśkiewicz, wzbudza pewien niepokój, mówi bowiem o rzeczach potencjalnych, niepewnych, jeszcze nieostatecznych. Autor tekstu operuje całym szeregiem związków frazeologicznych, które rozbija, oddala od utrwalonych, zleksykalizowanych znaczeń, czyniąc słowa podobnymi do oderwanych są od swej funkcji klamek w fabryce, (podobny zabieg stosuje zresztą Turnau w drugim na płycie utworze swego autorstwa – Gdy poezja). Mam wrażenie, że sygnalizowana tu potencjalność (funkcji, istnienia, osobowości) jest jednym z dwóch motywów spajających zawarte na płycie kompozycje. Kwestia ta pojawia się bowiem nie tylko w Fabryce klamek, ale i w piosenkach Nie oglądaj się na niebo (gdzie niebo – jako przestrzeń nieograniczonych możliwości – odbija się w oczach Gai-ziemi), Co za tym pagórkiem (jak wiele skrywa się przed naszym wzrokiem i doświadczeniem – i czy możemy tego dociec?), Dobrani do pary (o tym, kogo widzi się w lustrze, czyli o osobowości nie jedynej ani nie ostatecznej). Drugim motywem kluczowym byłaby natomiast zmienność, dająca się niekiedy utożsamić z przemijaniem. Oto cały świat przekształca się pod wpływem ruchu skrzydeł motyla (Motyliada), człowiek wyrusza w podróż, bo potrzebuje odmiany (Na plażach Zanzibaru), życie jest nieustannym dążeniem – do mety lub do źródła (Sonet LX, Do źródła), ciągłym ruchem, chwilą spędzoną pod gwiazdami (Międzygwiezdni).
            Na ostatni ze wspomnianych utworów z kilku względów warto zwrócić dodatkową uwagę. Przede wszystkim to kiepska kompozycja, najsłabsza bodaj ze wszystkich tworzących album piosenek. Poruszanym tu kwestiom ulotności i przemijalności istnienia towarzyszy dość dziwny w tym kontekście optymizm sugerowany przez muzyczną lekkość i melodyjność oraz przez wyrażone w tekście poczucie jedności ze światem. Co więcej, słuchając tego utworu, ma się wrażenie, iż jest on laudacją na cześć Unii Europejskiej (skojarzenie o tyle uzasadnienie, a zarazem komiczne, że inne utwory wchodzące w skład albumu określone zostały przez artystę wprost jako laudacje dla poszczególnych profesorów). Za sprawą refrenu, w którym mowa o „gwiezdnej fladze / tam ponad nami / tu taka sama”, odbiorca zaczyna uważnie oglądać okładkę płyty, poszukując informacji: „dofinansowane przez UE”. Nie twierdzę bynajmniej, że rozpatrywana kompozycja ma jedno tylko znaczenie ani że utwór podejmujący problematykę unijną skazany jest na artystyczną bezwartościowość. Rzecz raczej w tym, że Turnau operuje pewnym rozpowszechnionym współcześnie symbolem, za sprawą którego odbiorcy nasuwa się samoistnie interpretacja polityczna. Odróżnia ona tę właśnie piosenkę od pozostałych, których tematyka odsyła raczej do refleksji uniwersalnych.
            Międzygwiezdni są również swoistą cezurą dzielącą album na dwie części; momentem „przestrojenia” – z muzyki rytmicznej, „wpadającej w ucho”, melodyjnej, łatwej do zapamiętania, idealnej do śpiewania pod prysznicem – na brzmienie trudniejsze w odbiorze, wymagające większego skupienia, koncentracji myśli i emocji. Polecam słuchanie tych partii osobno – w zależności od nastroju. Taka forma percepcji nie tylko pozwala uniknąć znużenia, które mogłoby być efektem długotrwałego skupienia na muzyce, ale również ogranicza siłę uderzeniową wspomnianego „przestrojenia” jako czynnika wymagającego zmiany nastawienia na odbiór dzieła.
            Drugą część albumu tworzą głównie utwory liryczne, skłaniające do filozoficznych refleksji (Co za tym pagórkiem, Sonet LX). Pojawia się tu również wiele rozbudowanych partii instrumentalnych – dookreślających warstwę słowną, wprowadzających nastrój, dających podstawy do interpretacji (np. w piosence Nie oglądaj się na niebo czy w utworze instrumentalnym Do źródła).
            Całość wieńczy wspomniana już Czuła reguła (śpiewana przez Grzegorza Turnaua i Dorotę Miśkiewicz), której sens sprawia wrażenie trudno uchwytnego. Tekst wydaje się zbudowany z samych niedopowiedzeń i elips, czego dowodem choćby pierwsza strofa:
„chociaż brak akcji
kwiaty akacji
chociaż zakręty
radość puenty”
            Słuchacz, nie wiedząc, czym jest właściwie owa czuła reguła, która „snuje się dotąd / tak jak się snuła”, pozostaje w niepewności i zawieszeniu, zastanawiając się nad sensem finalnego utworu. Marszcząc czoło, przypomina sobie jednak fragment tekstu innej piosenki Turnaua, która zdaje się doskonale wyrażać wrażenie wyniesione z odbioru Czułej reguły:
„gdy poezja ci minie
nic nie załka w kominie
gdy poezja ci odfrunie
nie powierzaj się fortunie
ona kołem
na amen
cię złamie
ta poezja
jest męcząca (...)”
            Przywoływany tu utwór Gdy poezja (sł. i muz. Grzegorz Turnau) nie tylko pomaga pogodzić się z trudem interpretacji Czułej reguły. Jest to przede wszystkim jedna z piosenek autotematycznych, których na płycie odnaleźć można całkiem sporo. Dowiadujemy się z nich, że nawet trudna poezja bywa czasami człowiekowi potrzebna (Gdy poezja), poznajemy czytelnicze wybory i fascynacje samego Turnaua (Lubię duchy), odkrywamy zawiłości mowy i języka (Nowomowa), a także złożone zagadnienie „przepakowań” i „przestrojeń”, które są tematem jednej z najciekawszych kompozycji tworzących album.
            Wykonywane przy współudziale chóru Przepakowania to utwór przepakowany znaczeniami. Gąszcz kabli i komutatorów stanowi inną przestrzeń interpretacyjną dla fizyka, technika, informatyka, specjalisty od sieci telekomunikacyjnej, a inną dla polonisty czy miłośnika poezji. Ci ostatni za „bohatera” piosenki uznają niewątpliwie język postrzegany jako skomplikowany, pełen szczelin i węzłów system, wobec którego poeta odgrywa rolę inżyniera zajmującego się właśnie przepakowaniami i przestrojeniami.
            Funkcję taką pełni również sam Turnau – wobec swej muzyki oraz pisanych i adaptowanych tekstów. W ostatnim albumie artysta jawi się jako mistrz przepakowań. Jego nowe utwory pełne są sensów „wsuniętych w szczeliny” i przez to niekiedy niewidocznych (w związku z czym słowa wydają się czasem niezrozumiałe). Przepakowana jest również muzyka. Wielość instrumentów, brzmienie orkiestry, głosy zaproszonych do współpracy wokalistów, śpiew chóralny – to wszystko upchnięto na jednym małym krążku. Twórca wykazał się przy tym niezwykłą precyzją, doskonale operując licznymi elementami, które – właściwie połączone – dały wspaniały efekt poezji śpiewanej w najlepszym wydaniu.
            Co więcej, Turnaowe przepakowania bynajmniej nie wykluczają przestrojeń (które rzekomo miałyby być wobec nich konkurencyjne, co sugeruje refren piosenki: „czy mają wyższość oceńcie to sami / przepakowania nad przestrojeniami”). Krakowski artysta nieustannie bowiem żongluje nastrojem, przenosząc uwagę słuchacza od tematu fabryki do skrzydeł motyla, z plaż Zanzibaru prosto do źródła, od nowomowy do czułej reguły, od Gai do gwiazd... Czyni możliwymi takie konotacje i komutacje odległych myśli, że nawet najbardziej wnikliwy badacz języka, poezji czy sieci neuronalnych zazna tu prawdziwej rozkoszy odkrywania. Jeśli bowiem samo „przepakowanie potencjał ma duży / milion komórek bez trudu obsłuży”, to jakże wielki potencjał obsługujący niejedną szarą komórkę muszą mieć serwowane przez Grzegorza Turnaua przepakowania z przestrojeniami?
            Oceńcie to sami.