Czy dziś, gdy co tydzień słyszymy o nowych nadziejach rocka, o kolejnych następcach Oasis, możemy jeszcze znaleźć wykonawcę wyjątkowego, innowacyjnego? Pozytywną odpowiedź na to pytanie dostarcza zespół Wild Beasts.
Blisko dwa lata temu przez muzykę elektroniczną przetoczyła się prawdziwa burza. Nie był to potężny huragan, porywiste tornado. Raczej letnie urwanie chmury, podmuch gorącego wiatru prosto znad amerykańskich plaż. Wśród szumów i świstów towarzyszących temu zjawisku można było usłyszeć dziwnie znajome dźwięki – funkowy riff gitar, leniwy bas, subtelny bit i liryczny tekst w połączeniu z cechami muzyki epoki synth popu i popowej konwencji ostatnich lat dałyświatu zupełnie nowy gatunek. Chillwave.
Wygląda na to, że obcujemy z rozkwitem swoistego „avant-klezmer-jazzu” – hybrydy muzycznej, która zyskuje coraz więcej słuchaczy na całym świecie. Dobra to okazja, by cofnąć się do początku lat 90. i przypomnieć historię oraz znaczenie ruchu tzw. radykalnej muzyki żydowskiej, a także zastanowić się nad niełatwymi i zarazem fascynującymi związkami, zachodzącymi między jazzem (lub szerzej: muzyką) a tożsamością.
Specyfikę krążka tworzą bowiem: bogactwo, rozmach, „przepakowanie” – cechy dostrzegalne zarówno w warstwie tekstowej, jak i brzmieniowej. Turnau nie ogranicza się tu do ulubionego przez siebie fortepianu ani do paru instrumentów towarzyszących. Do powstającego na Zamku Królewskim w Niepołomicach nagrania angażuje całą orkiestrę, a do jednego z utworów – chór. Zaprasza ponadto do współpracy znanych wokalistów i muzyków, których gra (np. na oboju, wiolonczeli czy rożku angielskim) zapewnia utworom rozmaitość brzmień.
