Stacja Tajga to druga powieść Petry Hůlovej przetłumaczona na język polski. Po Czasie Czerwonych Gór, w którym autorka za pośrednictwem pięciu bohaterek opisała współczesną Mongolię, pomijając trzy inne wydane w Czechach powieści Hůlovej, W.A.B. postanowiło przybliżyć polskim czytelnikom narrację Czeszki nagrodzonej Nagrodą Jofesa Škvoreckiego. Obie powieści zdradzają kulturoznawcze wykształcenie autorki. Każdorazowo spajają fabułę przedstawiającą losy kreślonych przez pisarkę postaci oraz swoisty traktat o metodzie. Tym razem Hůlová na warsztat bierze dwudziestowieczne przewartościowania dotyczące nauk antropologicznych i kulturowych.
Stacja Tajga ma być opowieścią o kimś, kto postanawia wyjechać i nigdy już nie wróci. Tak też się dzieje, zarówno w warstwie fabularnej jak i symbolicznej. Akcja powieści obejmuje, równolegle przedstawiane zdarzenia, których przebieg dzieli pół wieku. Hůlová opisuje dwie wyprawy do Rosji, a właściwie do ZSRR i Rosji. Pierwsza obejmuje wyprawę duńskiego zapaleńca Hablunda Doriana. Ten niesiony ciekawością stateczny mąż i przedsiębiorca postanawia wyruszyć w kilkumiesięczną podróż do Charynia. Porzuca wygodne, mieszczańskie życie u boku oddanej mu Mariane, pakuje plecak, zabiera kamerę oraz aparat fotograficzny i z zamiarem nakręcenia filmu pod tytułem Ginące światy wyrusza w nieznane. Po kilkudziesięciu latach śladem Duńczyka wyrusza student antropologii Erske. Ten nie zamierza nakręcić filmu, lecz odnaleźć Hablunda, który do tej pory nie wrócił. Jego podróż zaczyna się w momencie, kiedy przez przypadek natrafia na archiwalne ogłoszenie prasowe stowarzyszenia Oboluń, które wiele lat wcześniej powstało po to, by rozwikłać zagadkę zniknięcia wybitnego podróżnika – Hablunda Dorana. Egoistyczna chęć podciągnięcia średniej ocen każe Erskemu zainteresować się owym przypadkiem. Według jego poszukiwań okazuje się, iż o Hablundzie Doranie do tej pory w katedrze antropologii nie słyszał nikt, co oznacza, że jeśli nawiąże kontakt ze stowarzyszeniem i przywiezie Hablunda na jeden z wykładów, jego naukowa pozycja ulegnie poprawie. Niestety szybko okazuje się, że powyższy scenariusz jest niewykonalny, a sam Erske zostaje wciągnięty w wir historii, która podległa jest bohaterkom, nie bohaterom Hůlovej. To już drugi z ważnych kontekstów pisarstwa czeskiej autorki – ukazanie kobiecej, dotąd niedocenianej perspektywy.
Pod piórem Hůlovej opowieść mężczyzn się rwie. Jest płytka, powierzchniowa. Nie daje się odtworzyć. Motywacje jej bohaterów są nieprzemyślane, podejmowane pod wpływem impulsu. W taki sposób działa Hablund. Jego deklaracja intelektualnego przygotowania do podróży polegającego na studiowaniu map, wcześniejszych relacji z podróży i zapoznaniu się z historią odwiedzanego rejonu jest planem minimalnym, wyjściowym. Tenże pogłębiony ma być o społeczny wywiad na miejscu. Dzięki temu Hablund chce zaspokoić własną ciekawość, zobaczyć okropność łagrów i wszechobecną rosyjską biedę. Niestety powyższa motywacja jest błędna. Hablund jeszcze przed wyjazdem znał odpowiedzi na swoje pytania. Nie chciał ich zweryfikować, tylko udowodnić. W prosty sposób wpadał w pułapkę swoich tez oraz stereotypów, w czym, nie wyzbywając się autoironii, pomagali im odwiedzani »dzicy«. Postawa Hablunda zbieżna jest ze stanowiskiem XVIII i XIX-wiecznych podróżników, których wyprawy na Bałkany w Dzikiej Europie opisał Božidar Jezernik. Według współczesnego słoweńskiego antropologa już sama metoda Hablunda byłaby chybiona, ponieważ w przypadku badań Europejczyków, którzy sami siebie uważali za cywilizowanych i dla których każda podróż poza Europę musiała oznaczać spotkanie z ludami spoza cywilizacji, nie skutkowała metoda empiryczna. „Rozwój nauki w wieku Oświecenia, który zaowocował ideą względności świata, umożliwił […] podniesienie kultury europejskiej do poziomu absolutu, a słuszność tego myślenia potwierdziły sprawdzone fakty. Istniejące wcześniej stereotypy nie zostawały więc odrzucone, lecz tylko wpisane w nowy »rozumowy« kontekst.” (Dzika Europa, 2007, s. 71) – pisze Jezernik. Błędna metodologia, lub jej brak oraz cała dalsza praktyka Hablunda staje się potwierdzeniem raz przyjętej tezy. Wojciech Burszta zauważa, że każdy mechanizm porównania opiera się na implikowanym podziale świata na »centrum« i »peryferia«. W jego opinii Hablund Hůlovej jest antropologicznym modernistą, który wybiera się poza własną cywilizację tylko po to, aby przez kontakt z innym światem utwierdzić się w przekonaniu, że ma do wypełnienia ważną misję.
Dopiero wyprawa Erskiego przynosi zakładane rezultaty. Jednak narrację Erskego, z punktu widzenia modernistów, także wpisać możemy w pozamainstreamową, nieważną historię. Opowieść homoseksualisty jest tak samo marginalizowana jak opowieść kobiety. Jest wymazywana, niedostępna, weryfikowana. Powyższy mechanizm przypomina działanie władz, które wielokrotnie na przestrzeni dwudziestego wieku weryfikowały historię Europy Środkowo-Wschodniej. Tak jak z podręczników wymazywano niewygodne fakty i budowano jedyną, słuszną narracje polityczną, tak też nauki antropologiczne przyjmowały jedyną słuszną i obiektywną metodę zakładającą męskocentryczny-uniwersalny ogląd. Zadaniem Hůlovej nie jest jednak chęć ujawnianie marginesów, pokazania, że poza oficjalną narracją istnieje także inna, alternatywna. Czeska autorka pokazuje, że dopiero splot głosów wszystkich bohaterów przedstawianej historii kreśli prawdziwą narrację. Dopiero oddanie głosu Marianne czyni historię podróży Hablunda ciekawą. Ta wcześniej podległa i ulepiona na wzór idealnej małżonki i pani domu kobieta staje się siłą sprawczą całej fabuły. To dzięki niej poznajemy geograficzny i historyczny kontekst wyprawy Hablunda. To ona po wnikliwych studiach publikacji dotyczących ZSRR i Syberii, po miesiącach spędzonych w czytelniach potrafi przyznać, że nadal niewiele wie o Charyniu, a jego mieszkańcy pozostają dla niej nieodgadnieni. To ona nie ma gotowych odpowiedzi, wie, że musi zmierzyć się z własnymi wyobrażeniami, a każda kolejna lektura powoduje jedynie następne pytania. To Mariane nawiązuje znajomość z Rosjanką Tanią, która przybliża jej to, co ukrywają przed nią duńskie opracowania na temat Rosji.
Dla wszystkich bohaterów Hůlovej wyprawa w głąb Rosji niesie odmianę. Nie jest jednak ucieczką do wolności. Ani Hablund, ani Mariane, ani też Tania, której podróż zakłada wektor przeciwny, nie potrafią lub nie mogą uciec od dawnego życia. Ich ucieczka, okazuje się potrzaskiem. Uniemożliwi jakikolwiek powrót. W ten sposób spełnia pragnienie autorki, która chciała „napisać książkę o kimś, kto gdzieś wyjedzie i już nigdy nie powróci”. Dodać należy: dobrą książkę.
Perta Hůlová, Stacja Tajga, przeł. P. Godlewski, Warszawa 2011.
