Agnieszka Szpylma: O przesłoniętym przesłaniu
Katarzyny T. Nowak Kasika Mowka


Praktycznie cały świat przedstawiony skonstruowany jest na zasadzie groteskowego przejaskrawienia: mieszkanie z idealnie czystego przekształca się w istny śmietnik; dziecku, które nie mogło zasnąć, jeśli nie trzymała go za rączkę babcia, nie przeszkadza zdechły pudel w pościeli; codziennie kąpana dziewczynka – wobec tego, że nikt nie nauczył jej, jak umyć się samodzielnie – jako dorosła kobieta jest brudna i zaniedbana.

 
            „Nieprzyzwoite to częstokroć tylko synonim niezwykłego” – pisał przed laty Vladimir Nabokov w Przedmowie do Lolity. Dodawał również: „[...] wielkie dzieło sztuki jest, oczywiście, zawsze oryginalne, a tym samym z natury swej musi okazywać się mniej czy bardziej szokującym zaskoczeniem”. Również Witkacy w artykule O „Czystej Formie” optował za tzw. artystyczną perwersją, dowodząc: „Jest [...] charakterystyczne dla dzieł sztuki, że elementy jako takie nieprzyjemne: przykre zestawienia barw, dysonanse muzyczne, [...] a nawet wstrętne jako takie kombinacje słów i działań, mogą w sumie, w całości danego dzieła być koniecznymi elementami jego jedności, czyli artystycznego piękna”. Także dziś – w czasach psychicznej obojętności wywołanej szeregiem zjawisk, takich jak dostępność środków masowej zagłady czy powszechność pornografii – wiele osób podziela przekonanie, że tylko literatura, która szokuje, jest w stanie poruszyć czytelnika. Czy jednak wstrząsający przekaz, groteskowo zniekształceni bohaterowie i budzące niesmak sceny wystarczą, aby mówić o wybitnej twórczości, wielkim arcydziele? Odpowiedź przecząca nasuwa się sama, a jej sprawdzianem i potwierdzeniem może być najnowsza powieść Katarzyny T. Nowak.
            Kasika Mowka – wydana w 2010 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego – to trzecia książka w dorobku autorki. Poprzedzały ją: entuzjastycznie przyjęta przez krytykę biografia zatytułowana Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej oraz dotycząca kwestii funkcjonowania niezależnej kobiety-singla we współczesnej rzeczywistości Kobieta w wynajętych pokojach. O ile pierwsza z tych publikacji wydaje się cenna z punktu widzenia biografistyki i historii literatury, a druga porusza aktualną, społeczną problematykę, o tyle Kasika Mowka to utwór daleki od dziennikarskiego autentyzmu, sytuujący się gdzieś pomiędzy realnością a mitycznością, rodzaj groteskowej przypowieści o niewłaściwym wychowaniu, pretendującej do rangi powieści o zacięciu psychologicznym czy wręcz psychoanalitycznym (z miernym zresztą rezultatem – portrety psychologiczne nie są bowiem ani wiarygodne, ani nawet umiejętnie naszkicowane) .
            Obiektem analizy staje się tytułowa bohaterka. Czytelnik poznaje ją jako małą dziewczynkę dorastającą pod okiem troskliwej, kochającej i nadopiekuńczej babci. Kasika nie musi (a nawet nie może) samodzielnie myć się, wiązać bucików, kroić chleba. Niemile widziane są też kontakty towarzyskie, pani Anna do tego stopnia stara się bowiem chronić wnuczkę przed złem świata, że praktycznie zamyka ją w murach kamienicy będącej zarówno azylem, jak i więzieniem dla nich obydwu. Właściwie jedyną dostępną dziewczynce formą aktywności (może poza jedzeniem sernika czy obserwacją przez okno życia sąsiadów) jest czytanie książek i pisanie opowiadań. W efekcie Kasika – dziecko o nieprzeciętnej inteligencji – bardzo szybko staje się chodzącą biblioteką, zdaje maturę w wieku dziesięciu lat i zaprzestaje dalszej edukacji w klasycznej – instytucjonalnej formie. Jest też coraz bardziej aspołeczna, egoistyczna, złośliwa, okrutna, nieludzka.
            Katarzyna T. Nowak podejmuje zatem próbę psychologicznego wyjaśnienia źródeł zła i nieszczęścia, przy czym jej refleksje koncentrują się przede wszystkim wokół motywu destrukcyjnej miłości. Autorka stawia przed czytelnikiem problem, który bynajmniej nie jest abstrakcyjny (przy czym pomijam – jako niepewną, nieistotną dla zrozumienia utworu i niemającą wpływu na jego wartość – poruszaną w licznych recenzjach kwestię autobiograficznego charakteru powieści), zdaje się bowiem pytać o to, gdzie jest granica między miłością a wolnością, jak bardzo takie uczuciowe więzienie wpływa na psychikę i czy można się z niego wyzwolić. Są to niewątpliwie zagadnienia poważne i niełatwe do rozstrzygnięcia. Czy najnowsza książka Katarzyny T. Nowak – licząca nieco ponad sto stron, będąca więc zaledwie minipowieścią – unosi ten ciężar? W pewnym sensie tak, jednak osiągnięcie tego celu możliwe było tylko dzięki uproszczeniu fabuły, przejaskrawieniu cech bohaterów i wpisaniu ich w schematy, wobec których rozwój wydarzeń nie jest niczym zaskakującym. Nie dziwi wszak fakt, że odcięte od otoczenia dziecko później – w dorosłym życiu – nie radzi sobie w sytuacjach społecznych, że długo tłumiona frustracja w końcu przemienia się w wybuch gniewu i nienawiści, że człowiek od małego traktowany jak osoba najważniejsza na świecie raczej nie będzie troskliwy i empatyczny. Skutki zaborczej miłości zdiagnozowane przez Katarzynę T. Nowak są więc przewidywalne. Brak tu zdecydowanych zwrotów akcji (nadzieję na zmianę wniosło niespodziewane pojawienie się dziadka Kasiki – niestety, tylko nadzieję...), na tle całości wydarzeń nie zdumiewa (co najwyżej gorszy) scena gwałtu, która – jak się wydaje – stanowi punkt kulminacyjny powieści.
            Trzeba zaznaczyć, że nie tylko ten moment budzi niesmak czytelnika. Praktycznie cały świat przedstawiony skonstruowany jest na zasadzie groteskowego przejaskrawienia: mieszkanie z idealnie czystego przekształca się w istny śmietnik; dziecku, które nie mogło zasnąć, jeśli nie trzymała go za rączkę babcia, nie przeszkadza zdechły pudel w pościeli; codziennie kąpana dziewczynka – wobec tego, że nikt nie nauczył jej, jak umyć się samodzielnie – jako dorosła kobieta jest brudna i zaniedbana. Niewątpliwie takie przerysowania są w powieści zamierzone, za ich sprawą książka rzeczywiście szokuje, odnoszę jednak wrażenie, że – paradoksalnie – zabiegi te w znacznym stopniu ograniczają siłę oddziaływania utworu, której upatrywać można w problematyce społecznej i psychologicznej.
            Historia ukazana w krzywym zwierciadle groteski traci na realności. Przyczyniają się do tego również pierwiastek mityczny i wątki oniryczne wpisane w powieść. O interpretację psychoanalityczną aż proszą się dziwne sny i nietypowe stany małej Kasiki. Z tym zadaniem intelektualnym czytelnik uporać musi się sam, podobnie jak z wypełnieniem takich luk w narracji, jak bliżej niewyjaśnione pojawienie się „onych” (czyżby rodziców dziewczynki?), szczątkowa informacja o zdolnościach paranormalnych dziecka (niepodjęta w dalszym toku opowieści kwestia „przebłysków” z przyszłości), domniemana symbolika ssania smoczka odebranego niepełnosprawnemu intelektualnie chłopcu itd. Spiętrzeniu tajemnic i niedopowiedzeń towarzyszą opisy swoistych rytuałów, które wprowadzają odbiorcę w przestrzeń mityczną. Należy do nich doskonała i powtarzająca się wielokrotnie scena kąpieli Kasiki, a także idea kamienicy jako rzeczywistości odrębnej, żyjącej własnymi sprawami, sennej i szepczącej o tajemnicach lokatorów.
            To wszystko sprawia, że Kasika Mowka nie jest powieścią realistyczną o zacięciu psychologicznym i pedagogicznym, odczytywana bowiem w tej perspektywie wydaje się mało odkrywcza, spłycona i uschematyzowana. Realizm utworu został też poważnie nadszarpnięty przez sztywne dialogi. Zresztą cała warstwa językowa stoi tu na dość niskim poziomie, styl jest toporny, brak literackiej finezji i polotu.
            Abstrahując jednakże od tego mankamentu, warto zastanowić się, co – jeśli nie realizm i forma przekazu – jest największą zaletą powieści Katarzyny T. Nowak. Wydaje mi się, że za wartość uznać można dość obszerną przestrzeń interpretacyjną zarysowaną przez wszystko to, co w powieści tajemnicze, senne, symboliczne, groteskowe, hiperboliczne, mityczne... Kasika Mowka, mimo zwięzłej formy (lub właśnie dzięki niej), daje czytelnikowi szerokie pole do refleksji – dotyczącej nie tylko błędów wychowania, ale także takich choćby kwestii, jak nieprzystawalność życia i literatury, względność pojęć dzieciństwo dojrzałość czy zagadnienie zniewolenia jako śmierci za życia (poruszone zresztą również w Ostatnich historiach przez Olgę Tokarczuk, która dostarcza narzędzi interpretacyjnych do analizy utworu Katarzyny T. Nowak, pisząc: „[...] śmiercią jest wszystko to, co pozbawia wyboru, od czego nie ma odwrotu, czemu nie można powiedzieć «nie»”).
            Problemy te jednak nie są w powieści stawiane wprost. Aby do nich dotrzeć i docenić lekturę utworu, trzeba przebić się przez mur kamienicy, zdusić w sobie obrzydzenie na widok zwłok pudla, wielkodusznie zlekceważyć stylistyczne uchybienia i niedociągnięcia, wziąć pod lupę wannę, smoczek i miednicę z deszczówką, a samą Kasikę – rozwydrzoną dziewuchę o problemach osobowościowych – odsunąć nieco na bok, aby nie przesłaniała przesłania. Kasika Mowka czytana dosłownie może tylko gorszyć, szokować, budzić niechęć lub obawę. To jednak – jak wspomniałam na początku– nie wystarczy, aby mówić o wartościowej literaturze. Na szczęście najnowsza książka Katarzyny T. Nowak ma jeszcze drugie dno, które skłania do myśli filozoficznych i egzystencjalnych (dotyczących choćby roli rytuału w życiu człowieka czy jego egzystencji w wielu odrębnych „małych światach”, których przykładem może być powieściowa kamienica), nie tak oczywistych, jak destrukcyjny wpływ toksycznej miłości na przyszłość dziecka. I choć nie nazwałabym Kasiki Mowki arcydziełem, mimo wszystko – z uwagi na te właśnie zalety – jest to lektura interesująca, pobudzająca do refleksji i warta czytelniczej uwagi.
 

Katarzyna T. Nowak Kasika Mowka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010.