Zuzanna Kołupajło: Jaki(e) gender w społeczeństwie polskim?
"Gender w społeczeństwie polskim", pod red. Krystyny Slany, Justyny Struzik i Katarzyny Wojnickiej

Chętnie czytam, u schyłku roku, na początku nowego czasu (kalendarzowego) Gender w społeczeństwie polskim – jako swego rodzaju podsumowanie genderowej pracy, wykonywanej przez tak wiele osób w różnych miejscach i w rozmaity sposób, zarówno w kontekście 2011 roku, jak i szerzej – mając w perspektywie 20 lat w państwie demokratycznym, wolnym i niezawisłym.

Czasem dobrze zacząć książkę (naukową) od końca – w miejscu paratekstu. Przeczytać notę na okładce, przejrzeć bibliografię, zatem – zapoznać się z tymi informacjami, które podczas całościowej lektury uciekają, bo nie są – w tej chwili – ważne. Wertowanie od końca potrafi zachęcić lub zniechęcić do przeczytania książki: niemal 400 stron to wyzwanie, niezależnie od chęci (prze)czytania, jakie mamy w sobie.
Czytam więc (z tylnej okładki):
Podstawowym celem książki Gender w społeczeństwie polskim jest dostarczenie polskim Czytelniczkom i Czytelnikom złożonej, wielowymiarowej i intersekcjonalnej wiedzy na temat płci kulturowej, osadzonej głęboko w kontekście polskich problemów, przy jednoczesnym odniesieniu tej problematyki do ustaleń badań zagranicznych.
Dowiaduję się o różnorodności i poszanowaniu. O książce wiedziałam wcześniej i bardzo chciałam ją przeczytać. Tytuł był wieszczy: zarówno jako wiedza, jak też jako wróżba. Publikacja tej socjologicznej książki naukowej w 2011 roku jest znacząca, zwłaszcza, gdy myślę – już na początku nowego roku – o tym wszystkim, co w minionym roku się działo. I myślę o tym, o czym wiem jako osoba zainteresowana genderowymi sprawami i o czym wiedzą te osoby, którym gender mówi niewiele lub – mówić nie chce.   
15 grudnia prof. Małgorzata Fuszara, socjolożka zainteresowana sprawami kobiet od dawna, otrzymała nagrodę Orderu Odrodzenia Polski. Od września 2011 roku wolontariusze i wolontariuszki inicjatywy ustawodawczej Tak dla kobiet zbierali i zbierały podpisy pod projektem ustawy o świadomym rodzicielstwie; media nie były – mimo starań osób zaangażowanych w tę akcję – zainteresowane zajęciem się tą sprawą. W październiku ruszyły na UAM przy Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej pierwsze w tym regionie podyplomowe studia gender studies. W „Pro Arte” ruszył dział o nazwie Aleje Bibianny, namyślający się nad uwikłaniem podmiotów kobiecych w przestrzeń miejską. Fundacja Przestrzeń Kobiet wygrała w Krakowie za swój projekt „Krakowski Szlak Kobiet” nagrodę plebiscytu Kulturalne Odloty.
A ściśle w literaturoznawstwie i na polonistyce co się (między innymi) wydarzyło? W wydziałowej bibliotece dział Gender zmienił (o 2 metry) swoją miejscówkę i zdecydowanie się powiększył (i rośnie nadal). Wydano  długo oczekiwaną książkę (książkę-podręcznik) pt. Feministyczna krytyka literacka autorstwa Krystyny Kłosińskiej. Opublikowano już drugi tom – Przewodniczki po Krakowie emancypantek. A w Radomiu powstała publikacja o jego mieszkankach o wymownym tytule (w kontekście badań twórczości i działalności kobiet w ogóle) Ich ślady. Kobiety w historii Radomia.
Tym chętniej więc czytam, u schyłku roku, na początku nowego czasu (kalendarzowego) Gender w społeczeństwie polskim – jako swego rodzaju podsumowanie genderowej pracy, wykonywanej przez tak wiele osób w różnych miejscach i w rozmaity sposób, zarówno w kontekście 2011 roku, jak i szerzej – mając w perspektywie 20 lat w państwie demokratycznym, wolnym i niezawisłym.
Literatura piękna? Literatura potrzebna. Nie tylko mnie.
Czytam, żeby mieć orientację w polskim społeczeństwie, które w rozmaity sposób przyjmuje do siebie teorie i praktyki genderowe: o czym wiemy (być może) z własnego doświadczenia, nie wiedząc przy tym o doświadczeniu innych regionów kraju, grup społecznych, klas, płci i tak dalej.
Czytam dalej, by dowiedzieć się o różnych teoriach i praktykach z zakresu gender studies: o studiach feministycznych, o studiach nad męskością, o queer. By zapoznać się ze stanem badań nad gender mainstreaming i to w konkretnym miejscu: w Polsce, nad ruchami męskimi i kobiecymi, nad grupami LGBTQ.
Czytam też dlatego, że chcę zapoznać się z krytyką ekonomiczną pod względem genderowym: dowiem się (choćby trochę) o – jak podpowiada jeden z tytułów tekstów – feminizacji biedy i jej przyczynach, o sprawiedliwości lub niesprawiedliwości ekonomicznej, a także o sytuacji genderowej na rynku pracy.
Czytam według klucza zaplanowanego przez redaktorki tomu: są trzy rozdziały tematyczne (Gender w teorii i empirii; Gender, polityka, społeczeństwo; Gender, rynek pracy i nierówności społeczne) i według klucza własnego, zaczynając od tekstów najbardziej mnie akurat interesujących. Ta dowolność, ta możliwość wyboru mnie cieszy. Choice – to niezwykle ważne hasło, które nie jest jedynie ideą, a możliwością zupełnie realną, dziejącą się tu i teraz.
Czytam tak po prostu, by wiedzieć: znać stan badań i język, jakim się go opisuje. Polonistki i poloniści nie muszą przecież zamykać się w ściśle literackim światku, czytać i wiedzieć można więcej, różnorodnie.
Czytam też, żeby nie zasnąć. Żeby nie przespać dziania się wiedzy ważnej, niezwykle potrzebnej w państwie demokratycznym, które wiele jeszcze musi zrobić dla równości, choćby płci, w państwie także takim, w którym istnieje podziemne państwo kobiet (aborcyjne). I żeby nie było tak, że krótka drzemka sprawi, że oczy się przymkną. Mózg pracuje stale, wiadomo. Preferuję jednak tę jego pracę, która nastawiona jest na działanie really. Nie fifty-fifty. 50/50 to tylko w polityce – parytety.
Czytam dla siebie i po to, by móc o ciekawych sprawach porozmawiać z różnymi ludźmi: tymi, którzy w społeczeństwie polskim żyją Którzy na własnej skórze doświadczają nierówności i praktyk równościowych. Czytam, by też jakoś osobiście godzić perspektywy i praktyki feminizmów oraz ruchów genderowych zachodnich i środkowoeuropejskich.
I tak myślę sobie, tak sobie wyobrażam: gdyby ustawić na sobie ileś przeczytanych, wcześniej przecież opublikowanych, książek (jedną z nich jest Gender w społeczeństwie polskim), to szklany sufit da się unicestwić. I po tych książkach wdrapałybyśmy i wdrapalibyśmy się całkiem wysoko: ponad dachy domów zwyczajnych i willi. Aż do gwiazd. Wszak – bo dobrze czasem skończyć jakąś złotą myślą – per aspera ad astra. Wciąż jednak, nie można o tym zapominać, per aspera. Tusz z książek na szczęście nie blaknie zbyt szybko.   
Bo ja  lubię marzyć. Zwłaszcza z tą świadomością (symboliczną i etymologiczną), że marzę nie pochodzi wcale od mażę, marzeń bowiem się wymazać nie da. Również, mimo wszystko i wszystkiemu na przekór, w społeczeństwie polskim.