Ci, którzy jednak przetrwali, nie wiedzą, dlaczego sobie na to zasłużyli. Ludzie są nieco przeżyci, muszą walczyć z głodem i niedostatkiem: Tam gdzie nie ma piekarzy żre się brud – brud ulic i chodników, z którymi człowiek zaczyna się zrastać. Autorka opowiada nie tylko o głodzie fizycznym, ale o niedosycie zdań, rozmów, gestów, śmiechu i hałasu – o niemożliwości normalnego życia
Jak z puszki Pandory wysypują się skrawki pamięci
mówiące o strachu, nieszczęściu i śmierci.
1. Wspomnienia z anty-arkadii
Najnowsza książka laureatki Literackiej Nagrody Nobla z 2009 roku to niepowtarzalny tom poetycki. Intryguje on nie tylko swoim literackim wnętrzem, ale również liberackim zewnętrzem: wyglądem i opracowaniem. Niebieskie, dość niepozorne pudełko (w oryginalnej wersji jest czerwone) zawiera 94 kartki formatu pocztówek. Tradycyjny zapis wierszy zastąpiły wycinki z gazet, różnej wielkości i czcionki. Każdy utwór opatrzono obrazem, stworzonymw technice kolażu. Według Katarzyny Bazarnik, przedstawione na ilustracjach postacie przypominają rysunki Kafki, odzwierciedlają emocjonalny stan jednostki narażonej na lęk i trwogę[1].
Parafrazując definicję kolażu, stworzoną przez Tadeusza Skutnika: forma ta bywa świadectwem wysiłku porządkowania informacji płynących ze świata, zmagania się z ich nadmiarem, z wnoszonym przez nie szumem[2]. Tak jak dadaiści w XX wieku, którzy wycinali fragmenty gazet i wrzucali je do kapelusza, tak autorka wrzuca wszystkie swoje przeżycia związane z wyobcowaniem i lękiem do liberackiegopudełka.
Herta Müller urodziła się w 1953 roku w rumuńskim Banacie, kraju poddanym komunistycznej dyktaturze. W jej twórczości odnajdziemy motywy autobiograficzne, opis życia codziennego, zmagania się z nim. Każda kartka to pocztówka do czytelnika. Zawiera opis tego, co się wydarzyło, a co nie powinno: opis strachu bólu i lęku. Wiersze możemy również traktować jak zapiski z pamiętnika – pojedyncze utwory opowiadają inne dni, inne doświadczenia.
Herta Müller wspomina i rekonstruuje anty-arkadię, kraj lat dziecięcych i młodzieńczych. Pisze o przyjaciołach, których już nie ma, ale o których nie zamierza zapomnieć:
Miałam przyjaciół nie rozumiałam że byli
uszy tulącym łupem przeciw samym sobie
Czasem umierali na
Młodym końcu przez okno lub sznurze
Ci, którzy jednak przetrwali, nie wiedzą, dlaczego sobie na to zasłużyli. Ludzie są nieco przeżyci, muszą walczyć z głodem i niedostatkiem: Tam gdzie nie ma piekarzy żre się brud – brud ulic i chodników, z którymi człowiek zaczyna się zrastać. Autorka opowiada nie tylko o głodzie fizycznym, ale o niedosycie zdań, rozmów, gestów, śmiechu i hałasu – o niemożliwości normalnego życia:
ten kraj jeszcze nie ocalił nikogo
księżyc idzie i zostaje musi więc niesie w oku swoją
piwnicę swój żołądek nad suknią w bród kredy
na grzbiecie
styczeń już ktoś wynajął, śmierci. Sierpień
przychodzi i już się roztrwonił z pobłażania,
głuchy od trudu blady
przyjaciele pytają
kto z nas kawałek życia opłaci rozumem
(…)
W pustce dnia codziennego pojawia się postać dyktatora i jego rozkazy. Powracają słowa klucze:morderca,oficer, od których nie ma ucieczki. Dyktator ma prawo do wszystkiego: do łamania panujących zasad. To on wzywa osobę mówiącą w wierszu na liczne przesłuchania, bohaterka liryczna jest na nich poniżana i gnębiona. Od przesłuchań można jednak uciec, a przynajmniej tego próbować. Ucieczka fizyczna jest niemożliwa, ale dzięki próbom ucieczki psychicznej, dzięki wierszom, poznajemy granice ludzkiej wytrzymałości. Kolejne dni sprowadzają się do zabiegów o przeżycie.
W anty-utopii Śmierć (sic!) jest codziennością. Jawi się ona jako coś zwykłego, tak jak samobójstwo, które już nikogo nie dziwi. Nie należy o nim nawet mówić, nigdy do końca nie wiadomo, jak doszło do śmierci (W miastach zwykło się nie wiedzieć nawet o / sąsiedzie […]). Umierają przyjaciele, rzeźnik – coraz mniej jest ludzi spotykanych na co dzień, wiek nie ma znaczenia, umrzeć może każdy. Człowiek staje się niepotrzebnym przedmiotem, który można zbić, wyrzucić albo podrzeć – pozbycie się go to cel rządzących.
śmierć jest łyżką w polach wsi
pod herbatą w filiżankach jest błona
Dzieci się bawią, w prześcieradłach
kobiety czują lęk śmiechu strzegą w gardłach
[...]
2. Język jako miejsce ratunku
Tematem utworów Müller jest zawsze kraj woskowych obrazów, z czasów dyktatury Ceauşescu. Pisząc powraca do tamtych czasów i próbuje się z nimi zmierzyć. Czytamy o wspomnieniach dotyczących nie tylko obezwładnienia człowieka, ale przede wszystkim pisarki. Język staje się narzędziem sprzeciwu, buntu oraz ratunkiem – formą autoterapii. Wiersze w tym wypadku to odpowiedź i reakcja na zło, którego autorka doświadczyła. Są one powyklejane, powydzierane i podobierane – jak pamięć, w której doszukujemy się daremnie szczegółu i płynności. Kolaże przypominają anonimy – jednak w tym wypadku autorka donosi na samego ich odbiorcę – na dyktatora. Dokładnie opisuje popełniane przez niego zbrodnie i ich skutki, które wpływają na życie jego podwładnych.
Język jako środek komunikacji jest dla Herty Müller jedynym łącznikiem między nią a oprawcami. Słowo staje się fizyczną materią, która służy pisarce, jak i mordercy. Język nie może wybrać swojego „właściciela”, należy do wszystkich.
Noblistka często podkreśla, że nie posiada ojczyzny, a samo to słowo nie ma dla niej oczekiwanego wydźwięku. Literatura jawi się w tym tomie nie tylko jako miejsce ratunku, ale także przestrzeń, w której podmiot liryczny nie jest obcy.
sprawca młotem języka krajowego bije w drzwi:
język ojczysty chichocze czarno na dziecięcych nóżkach
gramatyk mieszka w ustach gorączka niemieckiego
[...]
Nie musimy czytać kolzażo-pocztówek po kolei ani codziennie. Liberacka forma daje dowolność w zapoznawaniu się z obezwładniającymi, trudnymi wspomnieniami. Pocztówki-wiersze nawołują do pamiętania. Losowo możemy powracać do problemów nie tyle historycznych, co ludzkich, uniwersalnych.
Herta Müller, Strażnik bierze swój grzebień / Der Wächter nimmt seinen Kamm, przeł. Z. Fajfer, K. Bazarnik i M. Hernas, Kraków 2010
