Wyznań usłyszeć można bardzo wiele, a słowa ludzi zdają się potwierdzać regułę - zauroczenie jest obezwładniające, fascynacja erotyczna niezmienna, a chęć miłości stale wielka i bardzo dobrze każdemu znana.
(…)
- Ja… nadal miałbym coś w piekarniku.
O młodych i początkujących twórcach filmowych krytycy i znawcy ruchomych obrazów często wyrażają się negatywnie: zarzucają im nieporadność, naiwność, nadekspresywność, brak technicznej sprawności czy powtarzalność tego, co już w kinie było. W roku 2009 na festiwalu w Cannes Xawier Dolan udowodnił, że i debiutancki film okazać się może dziełem niesamowitym. Zaledwie dwudziestoletni Kanadyjczyk zaprezentował inspirowany biograficznymi zdarzeniami obraz (nakręcony kamerą cyfrową!) J’ai tu ma mère (Zabiłem swoją matkę). On też zagrał w nim główną rolę – wrażliwego homoseksualisty, nieumiejącego pogodzić się z rodzicielką. Film zebrał dziesiątki nagród na całym świecie (choć sam Dolan nie ukończył żadnej szkoły filmowej, nawet college’u, zaś ze światem kina zetknął się przede wszystkim w domu: siostra jest krytykiem, macocha scenarzystką).
Kilka chwil później młody artysta wybrał się z przyjaciółmi na objazdowe wakacje. Pokonując kolejne kilometry drogi, obfitującej w przygody i atrakcje, ludzie ci wkroczyli na nowy poziom intymności, której dynamika stała się zaczątkiem pomysłu na filmu[1]. Dolan po raz kolejny sfilmował świat mu bliski i znany. Na 35-milimetrowej taśmie, w ciągu dziewięćdziesięciu siedmiu minut widzimy twórcę w potrójnej roli – reżysera, scenarzysty i aktora. Stworzył on opowieść o uczuciach pięknych i mrocznych, gdzie ładnym chłopcom oraz wrażliwym dziewczynom towarzyszy niezwykła stylizacja, cudowna muzyka, oryginalny język filmu.
Panie i Panowie, oto: Les amours imaginaires (Wyśnione miłości)!
Francis (Dolan) i Marie (Monia Chokri) to dwójka bardzo dobrych przyjaciół. Razem imprezują, kupują ubrania, piją herbatę i spacerują uliczkami Montrealu. Razem także zakochują się w jednej osobie, nowo poznanym chłopaku – Nicolasie (Niels Schneider).
Od tego momentu wymuszone uśmiechy i złośliwe komplementy staną się ich codziennością, tak samo jak fascynacja obiektem pożądania. Wzajemnie rywalizować będą o jego spojrzenia, muśnięcia i słowa. Napięcie wciąż rośnie, gdyż sytuacji nie ułatwia sam Nicolas – i wszystko to, co jemu sprawiać będzie radość, parze bohaterów dostarczy potwornych katuszy. Wspólnie można się przecież upić, wyjechać na wycieczkę, niewinnie spać w jednym łóżku. Czy to coś znaczy? – zastanawiają się wciąż Francis i Marie. Chłopak ich uwodzi, a jednocześnie nikogo w pełni do siebie nie dopuszcza. Od pocałunków dzielą ich centymetry, choć nigdy do nich nie dochodzi. Wyznanie kocham cię ulega banalizacji, gdy Nicolas oświadcza, że powiedzieć to może i jej, i jemu. Ot tak, jako sympatyczną błahostkę. Wątłe, samotne serca nie wytrzymają długo flirtów oraz zabaw - zakochani wyznają wreszcie swą miłość. I co wtedy zrobi obiekt ich ogromnego uczucia?
Z jednej strony film Dolana traktować można jako historię uczuciowego trójkąta. Przyjaciele tworzą wyimaginowany obraz chłopaka i zakochują się właśnie w wyobrażeniu, a nie osobie z krwi i kości. Urojenia czynią z drugiej osoby ideał. Taka jest natura miłosnego zauroczenia - zdaje się mówić autor dzieła. Widzowie niewiele tak naprawdę dowiadują się o Nicolasie, najczęściej patrzą na niego tak, jak Francis i Marie (kamera subiektywna). Przyjaciele są niczym zahipnotyzowane marionetki – dla nich chłopak jest piękny niczym grecki bóg (prezentując Nicolasa, reżyser wykorzystał przebitki na antyczne rzeźby), a ponadto inteligentny i zabawny. Dodatkowo, by podkreślić te odczucia, w specjalny sposób zmontowano sceny, w których Francis i Marie widzą obiekt swojego zachwytu. Oto subtelny obraz slow-motion, gdzie zamiast wielu słów mamy zbliżenia na czarujące loki Nicolasa czy jego powabny uśmiech. Słowa piosenki Bang Bang artystki Dalidy (tempo utworu odpowiada prędkości ujęć!) dodatkowo poszerzają znaczenie prezentowanych wydarzeń.
Film Dolana to jednak nie tylko obraz uczuciowego zagmatwania trójki ludzi.
Reżyser generalizuje to, czego doświadcza wiele osób – początkową fascynację i potrzebę miłości. Przede wszystkim, Francisa oraz Marie zasadnie traktować można jako jedną i tę samą osobę, połączenie żeńskiego i męskiego pierwiastka, hybrydę poszukującą uczucia we współczesnym świecie. Nicolas także obdarzony został uniwersalnymi cechami – jego idolami są Koltes (dramaturg homoseksualista) i Audrey Hepburn (uosobienie kobiecości). Prócz tego, do dzieła wprowadzono fragmenty dokumentalnych rozmów, w których ludzie opowiadają o swoich nieszczęśliwych miłościach. Widz ma wrażenie uczestnictwa w spotkaniu grupy wsparcia, gdzie każdy może opowiedzieć swoją historię, wyżalić się, wzruszyć. Jedna z kobiet mówi o swojej obsesji na punkcie chłopaka – wie o nim wszystko: gdzie mieszka, pracuje, co je na kolację. Przyznaje, że jak paranoiczka wciąż odświeża witryny internetowe, gdy czeka na wiadomość od niego i dostrzega neosekundy między kliknięciami dzielącymi ją od otwarcia nowych listów. Słyszymy też historię dziewczyny, która chciała poznać bliżej pewnego mężczyznę, a on na spotkanie z nią przyszedł z chłopakiem, w którym był zakochany. Ktoś inny opowiada o tym, jak przeżył miłosne rozczarowanie i przez rok nie mógł normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Wyznań usłyszeć można bardzo wiele, a słowa ludzi zdają się potwierdzać regułę - zauroczenie jest obezwładniające, fascynacja erotyczna niezmienna, a chęć miłości stale wielka i bardzo dobrze każdemu znana. Widz wierzy reżyserowi, perfekcyjnej grze kontekstów i interpretacji wyśnionych uczuć – wszak to, o czy mówi ogół, przeżyli także Francis, Marie i Nicolas.
Wyśnione miłościto przykład bardzo dobrego aktorstwa. Schneider, Chokri i Dolan potrafią pięknie milczeć, emocje wyrażać mimiką i gestem - już samym swym byciem kipią uczuciem i zmysłowością. W filmie jest scena, w której Nicolas tańczy z własną matką – gaśnie światło, miga stroboskop, w powietrzu unosi się żar papierosa, a w tle słychać Pass this on zespołu The Knife. Majstersztyk! Kunszt artystów współgra w filmie z plastyczną kompozycją ekranowych obrazów. Wiele tu zbliżeń, kolorów jesieni zestawionych z neonowymi odcieniami, ciekawych kadrów prezentujących bohaterów od połowy pleców aż po czubki głowy i przestrzeń nad nimi, wypełnioną ładnymi drobiazgami, bibelotami. Nawet sukienki Marie są vintage i tworzą harmonię z pozostałymi elementami dzieła.
Duża dojrzałość i dużo pomysłów na sztukę – w filmie młodego chłopaka. Wszak już w Cannes talentu pozazdrościło mu wielu starszych i bardziej doświadczonych twórców kina. Dolan prezentuje obraz, który uwodzi: inteligencją i estetyką, a temu podwójnemu urokowi opierać się nie warto. Na pewno nie tym razem.
-Wybacz, muszę lecieć. Zostawiłem coś w piekarniku.
-Nico! Nicolas! Co byś powiedział, gdybym wysłała wiersz tobie?
(…)
