W Rozmowach o Biblii Anna Świderkówna pisze: „Biblia to jedyne w swoim rodzaju zjawisko w dziejach naszej kultury, którego wpływ i rozmaite echa odnajdujemy na każdym kroku w naszej sztuce, literaturze, sposobie myślenia, a nawet w nawykach językowych. Wpływowi temu ulegają bezwiednie również ludzie pragnący jak najbardziej zdecydowanie odciąć się od wszelkiego dziedzictwa chrześcijańskiego czy w ogóle religijnego. […] Nie ma na to żadnej rady: jeśli chcemy zrozumieć siebie i świat, w jakim żyjemy, to musimy sięgnąć do jego korzeni […][1]. Do tych korzeni zdaje się sięgać w swoim filmie Drzewo życia Terrence Malick. Odwołując się do wątków i motywów z Pisma Świętego, opowiada o powstaniu świata i człowieka oraz o przymierzu, które zawarł z ludźmi Bóg. Czy sam autor szuka filmowej nici porozumienia z widzem?
Narracja w słowach i obrazach
Na początek chciałabym zatrzymać się na chwilę przy dość niezwykłej, wydaje mi się, formie, jaką przybrało Drzewo życia. Choć to filmowy dialog, momentami także monolog, nie możemy mieć pewności, kto właściwie w nim uczestniczy. Między kim a kim toczy się – no właśnie: co? – rozmowa (?), której jesteśmy świadkami? Czy ów człowiek z ekranu zwraca się do Boga, do drugiego człowieka, a ostatecznie do samego siebie? A może to reżyser kieruje swe słowa ku odbiorcy? W tym przypadku filmowe środki wyrazu, na podobieństwo języka samej Biblii – obrazowe, a nie pojęciowe, alegoryczno-symboliczne, a nie dosłowne i jednoznaczne, mogą przysporzyć odbiorcy, zwłaszcza przyzwyczajonemu do klarownego przekazu, niemałych wątpliwości. Część padających w filmie kwestii kierowana jest do samego Boga i pozostaje bez odpowiedzi. Co ciekawe, polifonicznie prowadzona narracja prawo głosu przyznaje wszystkim uczestnikom akcji. W pytaniach pojawia się zarówno forma żeńska („Czy nie byłam Ci wierna?”), mogąca być unaocznieniem pełnej żalu i wątpliwości po stracie dziecka matki, jak i formy męskie, których przypisanie warunkowane kontekstem nie wyklucza z narracji osoby nieżyjącej – wspomnianego już zmarłego syna. Wielość perspektyw zwracania się człowieka do Boga kontrastuje ze sposobem prowadzenia rozmów między samymi bohaterami. Początkowo prowadzone w bardzo ograniczonym stopniu, z czasem nieznacznie zyskują na ilości. Choć i tym razem słowa często pozostają bez odpowiedzi: ludzie zwracają się, co prawda, do siebie, ale przekaz pozostaje zwykle jednostronny. Nawet jeśli pojawia się reakcja, jest ona werbalnie uboga.
Kolejna płaszczyzna narracji dotyczy zwracania się bohaterów do samych siebie. Ten rodzaj relacji można odnaleźć choćby w wizualnej sekwencji doświadczanego przez kobietę uczucia uniesienia, zestawionego z lotem samolotu, czy podobnie – przy zderzeniu w obrazie kontaktu młodego chłopca z pierwszą miłością i doświadczeniem śmierci.
Wreszcie, część spośród pojawiających się w warstwie werbalnej kwestii przypisać można samemu twórcy, kierującemu swe rozważania pod adresem widza. O czym opowiada nam Malick? O co pyta za pomocą przywoływanych obrazów i gdzie pozostawia pole do przemyśleń, wykorzystując niedokończone zdania, wieloznaczne fragmenty?
Ślad autora nie zamyka drogi do własnej interpretacji
Drzewo życia zdaje się nie być nastawione na spełnienie oczekiwań i przyzwyczajeń publiczności, mówi coś nowego i niepowtarzalnego w nowy i niepowtarzalny sposób. Wspomniałam już, że nie dostarcza sprawdzonych w swej atrakcyjności efektów i nie obraca się w kręgu znanych wszystkim oczywistości. Reżyser, uznając świat za tajemnicę, chciałby ją poznać choćby w cząstkowej, niepewnej postaci i przekazać widzowi jakąś prawdę o świecie i ludziach. Czyni to nie poprzez wypowiedź bezosobową, apełną osobistych doświadczeń, przemyśleń i emocji, osądu widzialnego świata w imię własnej prawdy, własnych lęków i marzeń; adresowaną do kogoś, kto podobnie jak autor zmaga się z nie zawsze łaskawym życiem. Drzewo życia to z jednej strony film naznaczony piętnem reżysera, z drugiej, przynajmniej w moim subiektywnym odbiorze, aspiruje on do bycia dziełem otwartym. Charakterystyczne jest też korzystanie z symbolu w celu przekazania tego, co nieokreślone i ze względu na zdolność ciągłego rodzenia wewnętrznych relacji. I tak, bazując na tekście biblijnym, odnajdujemy w filmie symbole ognia, baranka, rodziny, wody czy skały. To jednak, co rozpoznamy w obrazie, będzie wynikiem przede wszystkim naszych osobistych doświadczeń, stąd też dalsza analiza nie rości sobie praw do obiektywności.
Natura emocji
Potencjał symboliczny Drzewa życia jest ogromny i niemal każda scena otwiera się na osobną interpretację. Dla przykładu: sekwencja z żywiołami, następująca po prologu, w którym dowiadujemy się o śmierci syna, zdaje się wyrażać emocje osób dotkniętych takim właśnie doświadczeniem. Wielka kosmiczna eksplozja jest jak wybuch żalu i pretensji, głównie pod adresem Boga. On sam może być w indywidualnym przeżyciu bohaterów odbierany niczym płomień, który w obrazie pojawia się i znika. Wodospad to z kolei rozpacz, lejące się strumienie łez. Po nich następuje moment uspokojenia, wyciszenie, metaforyczne i dosłowne wyjście z jaskini boleści, ale krajobraz przedstawia pobojowisko i ruinę. Jednak życie w swej podstawowej postaci toczy się nadal swoim torem. Obraz zahacza też o ewolucyjny aspekt emocji, konkurencyjność i walkę, jaką w świecie odbywa człowiek. Malick, próbując odpowiedzieć na pytanie o sens naszego istnienia, zdaje się mówić, że mądrość nie polega na znajomości praw rządzących naturą. Czy zatem prawdziwą mądrością jest zaufanie Bogu i postępowanie zgodnie z Jego wolą?
Świat po dwóch stronach
Prócz sfery emocjonalnej film oscyluje też wokół popędowości człowieka. W ciekawy sposób podejmuje wątek utrwalonej w tradycji walki libido i agresji. Agresywny jest mężczyzna, dążąc do realizacji swych potrzeb i krocząc drogą natury. Kobieta, kierowana miłością, tak jak prawdziwa miłość – nigdy nie spodziewa się zaspokojenia. Co więcej, także wobec działającej agresywnie natury przejawia swą dominującą skłonność. Między tymi dwoma siłami umieszcza reżyser dziecięcego bohatera. Być może odwołuje się tym samym do wyboru, przed jakim w rajskim ogrodzie stanął człowiek? W raju możliwa była koegzystencja sfer. Jak pisze Anna Kamieńska: „owieczka leżała obok lwa i dlatego właśnie raj nazywał się RAJEM”. Z drugiej strony, człowiek łączy w sobie popędy, funkcjonują one zatem w jednym ciele, które, jak wiadomo z biblijnego przekazu, łączyło Adama i Ewę. Sytuacja filmowego bohatera może być też odczytywana na poziomie kształtowania się tożsamości. Wkraczając w okres dojrzewania, chłopiec, by pozostać w zgodzie ze swoją płcią biologiczną, winien utożsamić się z ojcem, przejąć prezentowane przez niego cechy, jednakże postawa przemocy i twarde, rygorystyczne zasady zrodziły bunt. Matka stała się z kolei wzorem troski, czułości, spontaniczności. Symboliczna scena z kradzieżą sukienki może wskazywać na problemy z określeniem się wobec męskości i kobiecości (podobnie znaczą zachowania przejawiane względem brata: najpierw zamierzone zranienie, następnie czułość i opieka). Inne zrodzą się wnioski, gdy spojrzymy na przywołane sceny przez pryzmat buntu. W tymświetle matka uosabiać może sumienie i tłumione poczucie winy, także względem agresywnego traktowania natury. Rozegra się też wtedy walka różnych aspektów osobowości, związanych z realizacją zasady przyjemności z jednej strony i zasady powinności z drugiej. Gdy z kolei zadamy sobie pytanie: gdzie w filmie jest reżyser? – omawianą sprawę postawić można jeszcze inaczej. Opowiada on nam własną historię zbawienia. Od początku świata, przez zwiastowanie, gdy kobieta przyjmuje na siebie rolę pośredniczki, dalej narodziny męskiego potomka, trudne relacje ojca z dziećmi (Bóg – naród wybrany), aż do śmierci ukochanego syna. Jak kończy się ta historia? Spotkaniem w nieznanym miejscu? Pojednaniem? Czy po tym doświadczeniu świat pozostaje niezmieniony? Czy niezmieniony pozostaje – Bóg?
Kwestia tytułu
Pozostaje jeszcze kwestia tytułu. Można ją próbować rozwijać choćby tak: w środku biblijnego raju rosło drzewo życia, którego owoce dawały nieśmiertelność. Człowiek nie mógł ich spożywać, ale myśl o nieśmiertelności nie była mu obca. W Nowym Testamencie realizuje się ona w wizji Nowego Jeruzalem, w którym znajduje się aleja „drzew życia” – symbol nieśmiertelności mieszkańców bożego miasta. Sam film, stanowiąc tytułowe drzewo, tak jak ono rozgałęzia się na coraz to nowe sensy. Będąc owocem, choćby pracy reżysera, zyskuje jednocześnie moc sprawczą, przysparzającą chwały i pamięci twórcy. Przekonaniu o wartości sławy, o „pomnikowości” autora, często towarzyszy jednak gorzka refleksja na temat samotności artysty i niezrozumienia przez współczesnych mu odbiorców, sugerująca odwieczny konflikt między twórcą a adresatem. Owoc, jaki daje widzom do skosztowania Terrence Malick, zahaczając o pokrętne metafizyczne ścieżki, za którymi podążą nieliczni, niewątpliwie istnienie owego konfliktu potwierdzi.
