Klaudia Kinowska: Real human being and a real hero czyli mroczny rycerz w rytmach elektro

Rozpoczynamy seans i czujemy się bezpiecznie. Chciałoby się rzec: swojsko. Wiemy, że gdzieś już to widzieliśmy: oto główny bohater (Ryan Gosling), prowadzi podwójne życie, za dnia pracuje jako kaskader, nocą wdziewa skórzaną kurtkę, by świadczyć usługi transportowe typom spod ciemnej gwiazdy. Jak wolno przypuszczać, serce twardziela mięknie, kiedy pojawia się Irene, uosobienie łagodnego piękna i dobroci (Carey Mulligan). Odtąd wszystkie swoje siły skupia on na uszczęśliwieniu sąsiadki. Sprawy komplikuje pojawienie się jej męża. Zadłużony u gangsterów mężczyzna sprowadza śmiertelne niebezpieczeństwo na żonę i małego synka, czemu za wszelką cenę stara się zaradzić nasz bohater.

Brzmi znajomo, prawda? Wydaje się jednak, że  ta niewyszukana fabuła stanowi tylko asumpt do podjęcia zabawy z konwencją. Drive przypomina barwny kolaż, w którym nieustannie mamy do czynienia z wyzyskiwaniem rozmaitych klisz kultury popularnej. Zadziwia nas również synkretyzm gatunkowy i umiejętne pastisze. Reżyser, Nicolas Winding Refn, posiadł umiejętność łączenia heterogonicznych elementów w spójną całość – film to ciąg zmieniających się obrazów czy odcieni stylistycznych: od sielankowej wyprawy nad strumyk, przez strzelaninę rodem z filmu akcji czy scenę na plaży przypominającą nam horrory klasy B, aż po otoczkę romansu czy kina drogi lat 80. Jednak twórca ani na moment nie pozwala na poczucie dyskomfortu, kamera zwalnia, a my zanurzamy się w sennej melancholii i poetyckiej aurze ulotnych, niemalże impresjonistycznych nastrojów, a wszystko to bez zbędnych słów!
Urok filmu tkwi też w jego doskonałości technicznej. Wspomniane już spowolnione ruchy kamery, bardzo dobre zdjęcia autorstwa Newtona Thomasa Sigela, wyważone kadry, gra świateł i cieni (scena w windzie – magia!), operowanie kontrastami − wszystko to sprawia, że Drive wprowadza nas w stan estetycznego zachwytu, a poszczególne sceny powracają do nas na długo po seansie. Dodatkowo klimat współtworzy nastrojowa muzyka: twórcy połączyli w filmie brzmienia elektro-popu (znakomite kawałki między innymi: Kavinsky: Nightcall, czy też College feat. Electric Youth: A Real Hero) z niesamowicie lirycznymi utworami Cliffa Martineza, co znów, paradoksalnie, wpływa na koherencję obrazu.
W swoim najnowszym filmie Nicolas Winding Refn na każdym kroku próbuje uwodzić widza, stając się tym samym kolejnym twórcą udowadniającym, że we współczesnej kulturze wciąż możliwy jest romans z dziełem – romans i reżysera i widza.