Blue Valentine nie jest modelową miłosną historią, lecz opowieścią o szczerym uczuciu, które wypaliło się wraz z upływem czasu. Emocje czuły się trochę zaniedbane, trochę niezrozumiałe, trochę przytłoczone codziennością – prostą, nużącą, zwyczajną aż tak bardzo. Niby nic nowego - reżyser wziął kamerę i przedstawił kawałek życia, tworząc intymny portret związku dwojga ludzi. Obraz bardzo smutny, w którym widać to, co dzieje się z nimi teraz, i to, co przytrafiło się im kilkanaście lat wcześniej.
Sam reżyser trzy miesiące spędził z lupą nad reprodukcją dzieła. Gdy zaczął studia nad obrazem przeprowadził doświadczenie polegające na zapraszaniu swoich przyjaciół, by odszukali na obrazie Chrystusa. Choć wielu nie mogło go odnaleźć, zasada okazała się bardzo prosta. Chrystus powinien być w środku, dokładnie na przecięciu linii diagonalnych. Bruegel umieszcza go zgodnie z zasadami techniki malarskiej, ale ubiera w tunikę koloru brązowo-szarego, najmniej rzucającego się w oczy. Obok Chrystusa sytuuje żołnierza na białym wierzchowcu. Postać ta odwraca głowę i patrzy w drugą stronę.
Wyznań usłyszeć można bardzo wiele, a słowa ludzi zdają się potwierdzać regułę - zauroczenie jest obezwładniające, fascynacja erotyczna niezmienna, a chęć miłości stale wielka i bardzo dobrze każdemu znana.
Najnowszego filmu Alejandra Gonzáleza Iñárritu serdecznie nie polecam. Zbyt to może drastyczne jak na sam początek, więc spróbuję inaczej: uprzedzam lojalnie, że obraz Biutiful należy to tych szalenie wprost depresyjnych. Smutno się zaczyna, a potem jest tylko gorzej. I proszę nie dać się zwieść wdzięcznie brzmiącemu tytułowi. Piękno tu jest trudne, a przede wszystkim boleśnie kruche. Reżyser portretuje człowieka oraz nakreśla obraz miasta w wyjątkowo zmyślny sposób – może to szantaż emocjonalny, a może nie – lecz trudno w tej przestrzeni nawet o skrawki filmowej tkanki naznaczone obojętnością.
Rozpoczynamy seans i czujemy się bezpiecznie. Chciałoby się rzec: swojsko. Wiemy, że gdzieś już to widzieliśmy: oto główny bohater (Ryan Gosling), prowadzi podwójne życie, za dnia pracuje jako kaskader, nocą wdziewa skórzaną kurtkę, by świadczyć usługi transportowe typom spod ciemnej gwiazdy. Jak wolno przypuszczać, serce twardziela mięknie, kiedy pojawia się Irene, uosobienie łagodnego piękna i dobroci (Carey Mulligan). Odtąd wszystkie swoje siły skupia on na uszczęśliwieniu sąsiadki. Sprawy komplikuje pojawienie się jej męża. Zadłużony u gangsterów mężczyzna sprowadza śmiertelne niebezpieczeństwo na żonę i małego synka, czemu za wszelką cenę stara się zaradzić nasz bohater.
