Paulina Basińska: prozy
Prezent
 
Pod choinkę policz mi wszystkie rozstępy. Policz na udach i na piersiach. Policz, podziel, wyciągnij pierwiastek i... Potem sama powiem ci, kto ma ich mniej. Zmierz i zważ mnie, i zawieź do komisu z używanymi kobietami, gdzie wypróbują mnie do granic i wycenią. Gdyby nie twoje ślady na ciele, byłabym jak nowa. Byle teraz, kiedy zima, co roztapia oczy i białe lato płynące we krwi. Czy jest tu gdzieś lekarz? Ten proszek działa nawet wtedy, gdy się skończy. Ważne, że krąży, że płynie w aorcie, że jak wydalisz, to znowu pora przypływu. I znowu jestem. I znowu jesteś. I znowu karzesz mnie za to, co papilarne. Ten serdeczny palec wymierza śmierć. 


Dłonie

Pora przypływu oddechów. Upijamy się na pomoście naszych myśli. Jest zima, co zamraża oczy. A to nic, nic nie boli. Teoria względności dusz tkwi w naszych ciałach. Zapomnij, zapomnij się. Przecież już wszystko wiesz z mądrości codziennych gestów. I woda, i szron, i szpary w deskach. Każdy kolejny krok na równi pochyłej jest pewniejszy. Czytasz bez map. Popatrz na mnie dłońmi. Nauczę się miłości.


Pociąganie

Lustro ma takie żółte przebarwienia. Tym bardziej mu wierzę. Widuję cię czasem w pociągu do niego. Oglądam się za siebie. Miłość z trzeciego parzenia przecieka mi przez palce. Nie pamiętam, jaką piosenkę wtedy słyszałam. Coś znowu ściska mi nadgarstki i zatrzymuje krwiobieg. Proste skomplikowanie uczuć. Nie wiem, co zrobić z sercem. Unikam kontaktu wzrokowego, więc szarzeją mi oczy. Jąkanie jako pamięć. Weź pod uwagę to, że słowa nic nie znaczą.


Niezmywalne
 
Wchodzenie i wychodzenie. Mam swoje ukochane drzwi i znienawidzone okna. Zamknięte na oścież. Niekiedy każda klamka zostaje w dłoni i ściera linie papilarne, których mam coraz mniej, choć smugi twego wzroku są ciągle widoczne na mym ciele. Wyobrażam sobie, że jestem różnymi na tobie zmysłami. Płynnie przechodzę z jednego w drugi. Tu nie chodzi o nas, tylko o przestrzeń między powiekami. Przychodzi czas, kiedy wszystko sobie odpuszczam. Zostają tylko winy i kary. Niezmywalne.

 
* * *

Przez szparę w drzwiach widać więcej niż powinno. Światła na suficie przypominają mi ciebie, choć właściwie są zapomnieniem. Leżę. Po nieprzespanej nocy zbyt dużo jest do opowiedzenia. Przyjdź do mnie. Pokaż mi moje ręce, oczy, usta… Tam, gdzie otwierasz drzwi, mnie już dawno nie ma. Tam, gdzie je zamykasz, ja wciąż jeszcze jestem. Powinnam narysować ci mapę, ale jak? Miejsca, w których cię nie ma istnieją najboleśniej. Chcąc je pominąć, musiałabym przeskoczyć cały świat. Głową w dół.
  
 
Szukanie

Ty dobrze wiesz, co znaczy zjadać samą siebie, przeżuwając dokładnie każdy kęs. A ja wciąż jestem małą dziewczynką bez zapałek, która szuka drogi. Życie to nie jest tych pięć liter, które widzę na papierze. Czasem bardzo trudno jest znieść ciszę, choć bezustannie się do niej dąży. Telefon ratunkowy. Wiem, że jedynym wyjściem jesteś ty i że na moją wiarę w siebie składa się twoja wiara we mnie. Ostatnio spokój to dla mnie stan nienaturalny. Oduczyłam się kłamać i to też jest trudne. Może wiesz, w którym miejscu, między biegunem radości a biegunem smutku, jest szczęście?


Drugie przykazanie
 
Na stacji palimy papierosa. Mówisz: pisz! Pytam się: do kogo? Nie potrafię milczeć, więc już się nie odzywam. Moje uzależnienia coraz częściej dotyczą ludzi – i to mnie zniszczy. Intensywnie myślę o odwyku. Nie odbieram telefonów, bo wiem, że żaden z nich nie jest właściwy. Niepokojąco czuła kawa – lubię ją pić. Kawałek dalej zamykam się w kopercie. Czytasz perfekcyjnie, potem piszesz. Więc jednak nie wzywam imienia twego nadaremno?