|
|
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
|
Felieton
|
 |
 |
 |
2010-02-17 23:26:20
Psie kupy
Piotr Reiss
Nie ma już co do tego żadnych wątpliwości i nikt nie musi mnie o tym dłużej przekonywać. Wiem, że sytuacja w mediach publicznych jest zła. Jak poinformowało ostatnio „Życie Warszawy”, w marcu na konta pracowników TVP mogą w ogóle nie wpłynąć pensje. Nawet jeśli ten czarny scenariusz nie zostanie zrealizowany, z całą pewnością płace w mediach publicznych ulegną obniżeniu. Prezesi TVP i Polskiego Radia zapowiedzieli również podjęcie innych kroków.
Przede wszystkim pracownicy TVP zostali zobowiązani do przedstawienia zaświadczeń o zapłaconym abonamencie. Jaka kara czeka tych, którzy odmówią przedstawienia stosownego dokumentu? Romuald Orzeł (zajmujący obecnie fotel – czy raczej: zasiadający w gnieździe – prezesa TVP) zadeklarował, że straci zaufanie do pracownika, który łamie prawo, bo przecież uchylanie się od opłacania abonamentu to pospolite przestępstwo.
Utrata zaufania – wielka groźba, szczególnie, gdy formułuje ją pracodawca pod adresem swojego pracownika. Czyżby sformułowanie to było efektem poszukiwania eufemizmu dla zwolnienia? Polskie Radio już zapowiedziało redukcje zatrudnienia. Jak należy się domyślać, pominięto etap pośredni polegający na poszukiwaniu pracowników, którzy nie zapłacili abonamentu. Ze stanowiskiem dyrektora Trójki pożegnała się Magdalena Jethon zastąpiona przez Jacka Sobala, który – zdaniem prezesa Polskiego Radia Jarosława Hasińskiego – dokona zmian strukturalnych, do których Jethon nie byłaby zdolna (strach nawet pomyśleć, o jakie zmiany chodzi). Radykalnie zmniejszono również liczbę dyrektorów. Obecnie w Polskim Radio tylko 26 osób zajmuje te nobilitujące stanowiska. Wcześniej było ich 39. A to dopiero początek wielkich zmian w mediach publicznych! Nowa ramówka TVP ma przyczynić się do pomnożenia wpływów z reklam. Znacznie większe zyski mają też zacząć przynosić konkursy i loterie SMS-owe…
Tymczasem jednak cały – jakże misterny i finezyjny – plan oszczędności w mediach publicznych opiera się na obniżeniu pensji i honorariów. Związkowcy z TVP zagrozili rozpoczęciem strajku włoskiego, choć nie sprecyzowali, jak strajk ten miałby konkretnie wyglądać. Błyskawicznie zareagowali również politycy PO i PiS, rozpoczynając bezpardonową wymianę zarzutów dotyczących błędnego kierowania mediami publicznymi. Ponieważ dyskusja toczona przez adwersarzy pochodzących z dwóch różnych stron politycznej barykady bardzo szybko odarta została z wszelkich elementów merytorycznych, fakt, iż niezbędnie konieczne jest znalezienie alternatywnego źródła finansowania mediów publicznych uszedł uwadze dyskutantów. Wobec tego Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (organ o niezwykle skomplikowanej tkance, niejasnej budowie i nieustalonej funkcji) ograniczyła swoją aktywność do bycia (znakomite wyczucie, niezwykła zdolność adaptacyjna – każdy przecież wie, że w takiej sytuacji lepiej się nie wychylać). Zaś zmiany w TVP i Polskim Radio idą swoim torem.
Jak miał powiedzieć wieloletni pracownik TVP, na którego powołuje się „Życie Warszawy” (najważniejsze to znaleźć dobrze poinformowane źródło), za każdym razem, gdy telewizja ma problemy, obniżane są honoraria. Skandal. Ale alternatywnego źródła finansowania mediów publicznych jak nie było, tak nie ma. Ktoś mógłby oczywiście zaproponować, by media te dotowane były z budżetu państwa, czyli, by płacili za nie podatnicy. Sprawa zakończyłaby się jednak najprawdopodobniej polityczną i ekonomiczną katastrofą, bo budżet nie zniósłby tak wielkiej dziury, a podatnicy – kolejnego napadu na ich portfele. Choć, z drugiej strony, podatnicy i tak powinni łożyć ma media publiczne, opłacając abonament. Ale większość z nich abonamentu nie opłaca, co wcale nie oznacza, że z mediów tych nie korzysta. I właśnie dlatego potrzebne jest alternatywne źródło finansowania.
Trudno wszakże przewidzieć, jakie rozwiązanie zostaną ostatecznie przedsięwzięte. Jedną z propozycji jest zorganizowanie powszechnych zbiórek charytatywnych na rzecz mediów publicznych. Być może polscy producenci włączą się do akcji, zrzekną się części swoich zysków i przekażą je na rzecz TVP czy Polskiego Radia. Obiecujący wydaje się na przykład pomysł, by z połowy swoich dochodów zrezygnował producent zestawów higienicznych ANIMALS® (firma w ramach działań marketingowych prowadzi stronę WWW.PSIEKUPY.PL). W zamian za to w mediach publicznych pojawić by się miała kampania na rzecz sprzątania po czworonogach (szczególnie w miastach, ale przewodnią ideą akcji miałoby być „dążenie do wypracowania pewnego powszechnego nawyku społecznego”).
Nie wiadomo oczywiście dokładnie, ile pieniędzy potrzebują Polskie Radio i TVP. Tegoroczne wpływy z abonamentu wyniosą jedynie niecałe 100 mln zł. Z drugiej jednak strony, w samej tylko Warszawie jest 110 tys. psów. Każdy z nich – jak wiadomo – musi. Liczby mówią same za siebie. Któż by im nie uwierzył?
|
 |
|
|
wyślij znajomym | drukuj | powrót
|
 |
|
 |
|
|
|
|
|