Wtorek, 7 września 2010 r.
 
   
 Numery archiwalne
Jeśli chcesz być na bieżąco - zapisz się!


  4-5 (102-103) 2010   numery archiwalne
Pogranicze
 2010-07-14 00:08:10
Słowiański Mit
Joanna Dworzecka




Od 10 marca do 20 maja mieszkańcy Poznania mieli okazję dziwić się i zastanawiać, co też oznacza kulisty pawilon znajdujący się na Placu Wolności. Na myśl przychodziły obserwatoria astronomiczne NASA albo filmy science fiction o roku 2050. Tymczasem kierunek domysłów ku przyszłości był jak najbardziej błędny, należało raczej przenieść się w czasie wstecz, do VIII- X w. n.e., na ziemie położone na wschód od Odry, gdzie rozwijała się niezwykła kultura Słowian.

W czterech multimedialnych pomieszczeniach przedstawiono artefakty prastarej cywilizacji. Zwiedzający otrzymali automatyczny przewodnik. W pierwszej sali – żółtej – zatytułowanej „Cześć”, rozpoczynała się długa opowieść mówcy ze słuchawek. Po zbadaniu posągu Światowida można było zapoznać się z wizualizacją przedstawiającą mitologię naszych przodków. Film opowiadał o sposobie postrzegania przez Słowian świata, walki dobra ze złem, światła z ciemnością. Jak to zawsze bywa w mitach, dobro zwycięża (Perun pokonuje złego Wiła). Urocze (choć nieco przypominające potwory z gier komputerowych) wydały mi się rekonstrukcje kapiszczy (bożków) umieszczone na specjalnie skonstruowanej górce. Autorzy wystawy wymyślili kolorystykę każdego z nich, dbając, by odzwierciedlała ich naturę. Oczywiście, nie wiadomo, czy tak wyglądały w rzeczywistości, ponieważ prawdziwe posążki, które udało się odnaleźć archeologom, są pozbawione barwy.

W drugiej sali, nazwanej „Bój”, zaskakiwał nowocześnie przedstawiony szkielet wojownika. Był on umieszczony w podświetlanym dole wysypanym jasnymi kamieniami i zabezpieczonym szybką; ruch w jego pobliżu powodował zaś włączenie oświetlenia. Choć większość eksponatów stanowiły rekonstrukcje, te ludzkie kości były jak najbardziej autentyczne (można by dociekać, dlaczego akurat one i właściwie tylko one). Wojenny dreszczyk emocji potęgowały odgłosy bitewne i filmy, w których przedstawiono dwie możliwe wersje słowiańskiej potyczki. Trudno uwierzyć, że w tak lichym odzieniu, bez zbroi i innych zabezpieczeń, wybierano się na wojny. Stroje Słowian prezentowały nie tylko manekiny umieszczone w tej sali, ale również osoby obsługujące wystawę. Wydaje się, że ówczesna garderoba, choć niezbyt kolorowa, była o wiele wygodniejsza od tej, którą nosimy dziś.
Dla ukojenia zmysłów zwiedzających, w trzeciej sali pojawiła się drewniana chata pełna skrzyń, taboretów i misek. W takim miejscu, jak się zdaje, można by wieść długi i spokojny żywot. Jednak, wbrew pozorom, świat Słowian nie był sielanką. Nieokiełznana natura bez przerwy stanowiła dla nich zagrożenie. Film Groźny las informował, skąd pochodzi powiedzenie ,,Nie wywołuj wilka z lasu”. Kilkanaście wieków temu miało ono o wiele bardziej dosłowne znaczenie…

„Koniec” to nazwa ostatniej z sal, bynajmniej nie tylko dlatego, że kończyło się tu zwiedzanie, ale również dlatego, że tematyka tej ekspozycji dotyczyła kresu ludzkiego życia. Wąskim korytarzem, po drewnianych belkach, wchodziło się do pomieszczenia pełnego urn i innych przedmiotów związanych z rytuałem pogrzebowym. Przedstawiono tu los ludzkich zwłok od kremacji aż po dostanie się do krainy Nawi, gdzie ci, którzy umarli dobrą śmiercią, zażywali spokoju wiecznego. W tej sali można było usłyszeć wiele zaskakujących informacji: dziwiło na przykład to, że zmarli otrzymywali pisanki. Z tego okresu wywodzi się także prastary obyczaj przynoszenia zniczy na groby bliskich.
Niewątpliwie wielką zaletą przedsięwzięcia był zestaw słuchawkowy, dzięki któremu dopasowywało się tempo zwiedzania do własnych potrzeb. Automatyczny przewodnik udzielał wielu informacji, często zaskakujących. Poza tym wystawa nie okazała się nudna. Mimo że nie wszystkie elementy ekspozycji były równie interesujące, to każdy zwiedzający mógł znaleźć tu choćby jeden szczególik, który go zainteresował. Animacje 3D, wizualizacje oraz liczne rekonstrukcje bawiły i aktywizowały. Zaskakiwało to, jak wiele udało się zmieścić organizatorom wystawy na tak małej przestrzeni. Nie ulega wątpliwości, że koło to święty znak, jednak wciąż niedoceniony.

Niestety, ekspozycja miała też kilka wad. Zwiedzanie trwało dość długo, a chcąc przesłuchać dokładnie cały scenariusz przewodnika, trzeba było się nastać. Poza tym w salach było duszno, szczególnie, gdy na dworze panowały upały – w takiej zamkniętej przestrzeni ciężko się oddychało.

„Słowiański Mit”, zorganizowany przez Parq s.c., można było oglądać do 20 maja. Kogo szczególnie przyciągnęła ta oferta? Przede wszystkim młodzież i miłośników fantastyki, której autorzy często czerpią inspiracje z mitologii. Była to również ciekawa propozycja dla nauczycieli historii, gdyż mogli przeprowadzić lekcję w terenie. Uczniowie z pewnością świetnie się bawili oglądając filmy, czy też używając ekranu dotykowego, w którym – jak w grze komputerowej – zwiedzało się świątynię czy osadę i poznawało dawną kulturę.

Starsi mogli być mniej entuzjastycznie nastawieni do wirtualnego przedstawiania historii. Wystawa nie była wystarczająco bogata merytorycznie, by zachwycić tych, którzy o Słowianach już co nieco wiedzą. Również miłośnicy i zapaleńcy, zajmujący się rekonstruowaniem dawnych bitew, ozdób i muzyki, raczej nie mieli tu czego szukać. Co jakiś czas w Polsce organizuje się spotkania na wolnym powietrzu, prezentujące prastarą kulturę ziem, na których odbywają się. W Wielkopolsce znane są Zjazdy Wojowników Słowiańskich w Grzybowie. W tym roku imprezę zaplanowano na 21-22 sierpnia. Jej temat brzmi: Budujemy gród i podgrodzie. Warto wziąć w niej udział choćby dla miłej atmosfery, która towarzyszy zarówno organizatorom (zazwyczaj są to młodzi ludzie zachwyceni rekonstruowaniem historii), jak i gościom (często poprzebieranym w specjalnie przygotowane stroje słowiańskie – tuniki, spodnie, przepaski etc.).

Nie ulega wątpliwości, że fascynacja pradawną kulturą objawia się, szczególnie wśród młodych osób, w różnoraki sposób. Coraz częściej można spotkać chłopaków, którzy wytwarzają w domowym zaciszu własne zbroje lub dziewczyny szyjące suknie na wzór słowiańskich. Nie brakuje również sokolników i rzemieślników, dla których te zamiłowania stały się częściowym źródłem utrzymania. Korzystają z ich usług organizatorzy wielu imprez, głownie lokalnych, a także wystaw. „Słowiański Mit” okazał się tego kolejnym (udanym) dowodem.



Komentarze :

Dodaj komentarz :
Autor : 
Treść : 
 


Zaznacz czwarty :

  wyślij znajomym |   drukuj |  powrót
wspolpraca

ISSN 1689-1856
Wszelkie prawa zastrzeżone przez Pro Arte Online 2004-2007 Powered by keoAdmin