Sobota, 31 lipca 2010 r.
 
   
 Numery archiwalne
Jeśli chcesz być na bieżąco - zapisz się!


  4-5 (102-103) 2010   numery archiwalne
 2005-08-31 19:15:12
Olga Arefiewa. W pamięci stworzeń bez sierści
Lech Koczywąs

Jak stworzyć własny świat? Wiele jest dzisiaj przeszkód, które twórcy, artyście utrudniają przemawianie w swoim imieniu. Powszechna staje się atrofia inwencji, którą pożera koniunkturalność i, niestety nagminny, konformizm. Nie można tego powiedzieć o wszystkich. Do tych nielicznych należy Olga Arefiewa.
 
Przy charakterystyce tego, co robi Olga, trzeba być ostrożnym. Pieśń autorska - zgoda. W Rosji ten gatunek ma ogromne tradycje. Tacy jej przedstawiciele jak Bułat Okudżawa i Władimir Wysocki to postacie dobrze w Polsce znane. Trwa u nas odkrywanie na nowo, głównie za sprawą Oleny Leonenko, klasyka pieśni autorskiej - Aleksandra Wertyńskiego. Warto zwrócić uwagę, że wśród motywów w tekstach rosyjskich bardów pojawiają się często polskie tropy. Tak jest w przypadku Wertyńskiego, tak jest w przypadku Okudżawy. Tak również jest u Olgi Arefiewej, która, będąc pod wrażeniem twórczości Anny Świrszczyńskiej, napisała muzykę do dwóch jej wierszy w przekładzie A. Bazylewskiego.
 
Jednak najbardziej charakterystyczna jest własna twórczość artystki, a w niej znajdują się nie tylko wiersze i pieśni, ale i recenzje oraz eseje (np. piękny artykuł o znakomitym, znanym dobrze i u nas teatrze „Derevo”). Tu warto się zatrzymać. Z tych tekstów wyłania się świat Olgi Arafiewej. Josif Brodski powiedział kiedyś o Marinie Cwietajewej, że jest ona największym filozofem wśród poetów. Filozofem wśród poetów jest także Arefiewa. Napisane przez Olgę słowa skłaniają też do myślenia, kierują nas w stronę antropozofii i antropologii. Nie zdziwmy się, że po wysłuchaniu tych wierszy śpiewanych będziemy usilnie pytać: kim jesteśmy, skąd przybywamy.  Zgodnie z prawami przyrody a nie ideologii. Biologia, doznawanie wrażeń, mapa ludzkiego ciała nie dystansują nas od świata natury, lecz odwrotnie, łączą z nim człowieka. Jak w songu Noc-pułapka, gdzie człowiek stapia się z „ziemią”, nie chce już powracać do ludzkiej postaci, a źródłem jego szczęścia jest doskonała zgodność z tą rzeczywistością, wobec której wypada mu dzisiaj często mieć wyrzuty sumienia.
 
Artystka ma swoje ulubione zwierzęta. Są elementem świata wyobraźni, żywej baśni, snu. Wydają odgłosy. Taki obraz kojarzy się pozornie z ciemnym klimatem czarów, zaklęć (dark folk). Nie zapominajmy jednak, że jesteśmy w teatrze. Rekwizyty, słowa i dźwięki są po to, aby nierealna przestrzeń poruszyła w naszych umysłach i sercach jakieś struny, które tylko dlatego nie grają, że nikt ich jeszcze do tej pory nie dotykał. Odwołuje się do pojęcia człowieka, jako istoty plemiennej, która w radosnym tańcu (taniec - rzecz Oldze nie obca), kołysana powiewami wiecznego lata, bez większych trosk korzystała z dobroci Boga w ogrodzie Eden. Koniec idylli, skazanie na tułaczkę i śmierć. Pieśń Adam przemawia do nas ostrzeżeniem, że jesteśmy cały czas pod okiem Opatrzności.
 
Czym jest wiara, religia dla Olgi Arefiewej? Ona sama powiada, że artysta jest zanurzony z natury w transcendencji. Jego działanie jest więc rodzajem praktyki duchowej. Oprócz tego pozostaje zakorzenienie w tradycji, w obrzędzie. Jest to dla Olgi tradycja kościoła wschodniego, której ona nie tylko nie kontestuje, lecz chętnie powołuje się na nią. Brała udział w przeglądach nowej pieśni prawosławnej, co zresztą wzbudziło krytykę konserwatystów kojarzących artystkę z subkulturami młodzieżowymi. W pewnym sensie sama sobie była winna. Swego czasu zwróciła się w kierunku, który w Rosji praktycznie nie funkcjonował: zaczęła wykonywać reggae z pobudek czysto muzycznych. Pisała utwory, w których znalazły się rastafariańskie motywy, a bóg zwolenników Boba Marleya - Jah, często tam występował. Ani się nie spostrzegła, jak zaczęła funkcjonować zbitka pojęciowa, jakoby Arefiewa jest specjalistką od rasta. Nieporozumienie polegało na tym, że Olga robiła to z przymrużeniem oka, z dystansem, wręcz z ironią. Ktoś się kiedyś na tym poznał i powiedział, że to nie było prawdziwe reggae. Oczywiście, że nie. Teksty były za dobre... I ta ironia...
 
Rzecz w tym, że niczego, co funkcjonuje w kulturze masowej, Olga Arefiewa nie przyjmuje „z dobrodziejstwem inwentarza” i jako celu samego w sobie. Środki mogą być najrozmaitsze. Tak właśnie rodzi się swoisty „arafiewowski”, indywidualny styl, który wyraża się m.in. w ciągłym operowaniu nowymi pomysłami, przechodzeniu przez rozmaite stadia artystycznego rozwoju, zaskakiwaniu słuchacza i widza. Przy czym Olga nigdy nie porzuca tego, co robiła wcześniej. Różne projekty funkcjonują równolegle, stale wzbogacają dorobek artystki. Może to być program ze zelektryfikowaną grupą „Kowczeg”. Może to być projekt akustyczny. Może to być „Chanson Kowczeg” - pomysł na prezentację pieśni ludowych, romansów, ballad, tradycyjnych kantów weselnych i pogrzebowych (tu przypomina się weselno-pogrzebowa orkiestra Gorana Bregovicia, którego „Tabakierę” Arefiewa wykonuje i ma w planach nawiązanie z nim współpracy). Innym przykładem jest „Royal Kowczeg”, w zasadzie teatr jednego aktora, gdzie każda pieśń odzwierciedla za pomocą kostiumów, rekwizytów, intermediów tanecznych inną kobiecą postać. Tu Oldze towarzyszą tylko dwa instrumenty: fortepian (Siergiej Perminov) i wiolonczela (Piotr Akimov).
 
Głos Olgi Arefiewej jest jedyny w swoim rodzaju. Pozwala jej na nadzwyczajną ekspresję, dykcyjną wyrazistość. Widać to w metrycznie rozdrobnionych tekstach. W wolnych pieśniach głos Olgi nabiera śpiewności, rozwija się od przedziałów ciemnych, altowych aż do sopranowej koloratury. Przesycony jest niezwykłą emocjonalnością. Śpiew atawistyczny. Ale jest w nim miejsce także dla klasyki. W swoim doświadczeniu artystka sięgnęła nawet do arii Bacha (z Pasji wg św. Mateusza) i Pergolesiego (Stabat Mater) oraz dawnych angielskich madrygałów (Dowland, Morley).
 
Charakterystyczne są kompozycje Arefiewej. Olga z jednego akordu potrafi zrobić „perłę”. W melodyce swoich pieśni stosuje często, skierowany w dół, interwał kwinty, który pełni określoną funkcję w ekspresji. Za pomocą odległości między dźwiękami, twórca osiąga niepowtarzalny efekt wrażeniowy. Można to nazwać wyznaniem serca poety. Jej wiersze publikowane były w Literaturnoj gazietie, w prestiżowym czasopiśmie Znamia, sama została przyjęta do Związku Pisarzy Federacji Rosyjskiej. Napisała też piękny cykl wierszy dziecięcych. Niestety, twórczość Olgi jest u nas nieznana.
 
Przyszła na świat w Wierchniej Sałdzie na Uralu trzydzieści siedem lat temu, jako córka inżynierskiego małżeństwa (mama - meteorolog, ojciec - metrolog). Miło wspomina dom rodzinny, w odróżnieniu od szkoły, w której denerwowało ją niwelowanie indywidualności. Pragnęła, jak powiedziała to w jednym z wywiadów, by odnoszono się do niej szczególnie. W systemie, w którym wartości kolektywne były na pierwszym miejscu, trudno było jej znaleźć miejsce. Wybrała więc życie, w którym świat wewnętrzny jest bogatszy w treści niż życie społeczne. W tym może był zalążek twórczej postawy Olgi i jej buntu w sensie artystycznym. Przy czym, w przeciwieństwie do wielu postaci młodzieżowych ruchów kontrkulturowych, nie uciekała od kształcenia: od dość epizodycznych dwóch lat na wydziale fizyki uniwersytetu w Swierdłowsku (obecnie Jekatierinburgu) przez tamtejszą szkołę muzyczną (klasa wokalistyki estradowej) aż do ukończenia prestiżowego moskiewskiego Instytutu im. Gniesinych.
 
„Dzisiejsze” żywioły artystki to słowo, dźwięk i ruch. Kiedy dodamy do siebie te elementy, to wyjdzie nam... teatr. Teatr, w którym na scenie pozostaje jeden aktor o wybielonej twarzy, ze smutnymi oczami samotnego klowna. Lecz oto przychodzą do niego zwierzęta prawdziwe i wymyślone, stwory nie z tego świata, Alicje z Krainy Czarów. Obserwator, uczestnik tego performance odnajduje siebie w innym wymiarze. To, co wymyślone, staje się bardziej rzeczywiste niż codzienna realność. Olga podkreśla autonomię tych światów. W każdym z nich funkcjonują inne prawa.
 
Słuchając Olgi Arafiewej, obcujemy ze swoistym archaizmem. Powstaje wrażenie, że autorka odczytuje zapisane w głębokiej, może podświadomej, naszej pamięci, zjawiska. Indywidualne wyznanie, poczucie większej jedności z Kosmosem i Naturą niż z określonym typem mężczyzny prowadzi Olgę do świata autoanalizy. Artystka przemawia w swoim imieniu a my w tym samym czasie, za sprawą siły muzyki i tekstu, odkrywamy, że i nam jest to bliskie, że otworzyła się skarbnica ukrytych pragnień, archetypów.

Ostatnio Olga zbliża się do tego poziomu wypowiedzi, który reprezentują, podziwiane przez nią, wielkie aktorki tańca: Pina Bausch z Wuppertalu i Sascha Waltz z Berlina. To, co jest oryginalne, indywidualne, staje się jej bliskie, ponieważ ona sama taka właśnie jest. Ponad głos tłumu, w fascynującym obrzędzie głosu, słowa, ruchu i dźwięku leci wysoko do nieba szczere wyznanie wiary w moc kreacji.

Komentarze :

mashira | 2006-11-12 10:58:55
Арефьева....
Dodaj komentarz :
Autor : 
Treść : 
 


Zaznacz drugi :

  wyślij znajomym |   drukuj |  powrót
wspolpraca

ISSN 1689-1856
Wszelkie prawa zastrzeżone przez Pro Arte Online 2004-2007 Powered by keoAdmin