Piątek, 10 września 2010 r.
 
   
 Numery archiwalne
Jeśli chcesz być na bieżąco - zapisz się!


  4-5 (102-103) 2010   numery archiwalne
Literatura
 2010-02-19 11:07:13
Niekoniecznie nie zabijaj
Marta Gąsowska
Janina Duszejko, główna bohaterka najnowszej powieści Olgi Tokarczuk, razem z myśliwską amboną przewraca i łamie drabinę bytów św. Tomasza, na której zwierzęta stoją szczebel niżej niż ludzie. Mieszkając na pogranicznym odludziu, nieustannie obserwuje, jak istoty „wyższe” – złożone z ducha i ciała – zabijają te „niższe”, których ewentualny brak duszy nie uwalnia przecież od cierpienia. Choć jest tylko samotną, niemłodą już osobą, usiłuje walczyć z okolicznymi myśliwymi i kłusownikami. Wkrótce kilku z nich zostaje zamordowanych w tajemniczych okolicznościach. W dodatku ślady zostawione na miejscu zbrodni włączają w krąg podejrzanych... zwierzęta. Rozpoczyna się śledztwo.
 
Pani Duszejko nie czyni rozróżnienia między ludźmi a zwierzętami. Zarówno my jak i one mamy takie samo prawo do życia. Wyrazem tego jest między innymi – inspirowane twórczością Williama Blake’a – konsekwentne stosowanie wielkiej litery w nazwach gatunków zwierząt. Wielką literą pisane są również inne, chyba po prostu nazywające ważne rzeczy i zjawiska, słowa jak na przykład: Noc, Dolegliwości czy Anomalia. Z pozoru bohaterka jest postacią jednoznaczną. Starsza pani, nie ma męża ani dzieci – już to wystarczy, by okoliczni urzędnicy nie traktowali jej serio. Niekonwencjonalna nauczycielka, mieszka na odludziu, stawia horoskopy, psy traktuje jak własne córki, biega za myśliwymi, by zabronić im strzelania do zwierząt, zostaje ukarana za zniszczenie ambony. Jednym słowem – wariatka (a w dodatku wegetarianka!). A wystarczyłoby – myśli pani Duszejko – by była wysokim mężczyzną w ciemnym płaszczu, i znikłoby lekceważenie oraz porozumiewawcze spojrzenia. Nawet nieustanne przekręcanie nazwiska bohaterki na „Duszeńko”, jest przejawem pobłażliwego traktowania. Tokarczuk bardzo dobrze pokazuje mechanizm wykluczenia, w którego sidła nawet czytelnik może dać się złapać. Gdy pani Duszejko wysyła listy na policję, w których szczegółowo opisuje układ gwiazd i planet, dowodzący, iż zbrodni dokonały zwierzęta – nie dziwimy się, że została zignorowana i uznana za osobę potocznie określaną jako nawiedzona.

Do pewnego etapu lektury zdumiewa fakt, że autorka właśnie takiej postaci powierza rolę bojownika o prawa zwierząt. Sprawia to dość parodystyczne wrażenie, a w pewnym momencie sytuacja staje się na tyle groteskowa, że przestajemy traktować całą sprawę poważnie. Jednak Tokarczuk, czyniąc Janinę Duszejko narratorką powieści, wtajemnicza nas w jej motywacje, co sprawia, że w jej, niekiedy trochę wariackich, zachowaniach dostrzegamy słuszność. Początkowa naiwność, o którą ją posądzaliśmy, przeistacza się w twardą postawę i gotowość do przemocy. Ostatecznie nasz sposób pojmowania głównej bohaterki będzie zależał od tego, jaki pogląd na sprawę przyjmiemy – „tak, trzeba walczyć z zabijaniem zwierząt” bądź „bez przesady”. Po wybraniu drugiej opcji elementy układanki szybko się dopasują. Ludzie pokroju Janiny Duszejko to niebezpieczni szaleńcy i najlepiej ich zamknąć, nim będzie za późno. Wybór pierwszej odpowiedzi sprawia, że zaczynają się schody, za to wtedy robi się ciekawie.

Z najnowszej powieści Olgi Tokarczuk wyłania się niełatwa do zaakceptowania filozofia życia. Pani Duszejko jest osobą miłosierną i współodczuwającą, wspomaga potrzebujących ludzi oraz zwierzęta. Dręczy ją cudzy ból, nie może się uspokoić, widząc rozpad świata. Według niej cała rzeczywistość składa się z cierpienia, a tylko mechanizmy psychiki pozwalają nie dostrzegać tego na co dzień. Ponadto nie odczuwa ona rzeczywistości, jako rzeczy po prostu danej – tylko brać i korzystać! Świat częściowo stwarzamy sami, oswajając go i nadając imiona ludziom, miejscom czy zwierzętom. Zaś nazwy często nie przystają do rzeczy, do których się odnoszą. Trzeba je wtedy określić po swojemu, uczynić rzeczywistość spójniejszą. Z takiego postępowania wynika też przekonanie, że nie żyjemy w najlepszym ze światów. Rzecz jednak w tym, że nie mamy do czynienia z wadliwym produktem Stwórcy czy natury – to człowiek nie zna i nie rozumie świata. Nie potrafi dać rzeczom właściwej nazwy, ponieważ nie pojmuje ich istoty. Głowna bohaterka odrzuca Boga oraz przedstawicieli Kościoła, wytykając kapelanowi myśliwych obłudę i konformizm. Wykluczenie siły wyższej prowadzi do pytania o nowe prawo moralne. Pozornie jest ono inspirowane etyką chrześcijańską, gdyż główne przykazanie brzmi: nie zabijaj żywych istot, ani nie zadawaj im bólu. Do paragrafu jest jednak poprawka, i to właśnie sprawia problem. Janina Duszejko nie wyznaje filozofii absolutnej miłości bliźniego i zamienia Chrystusa na Hammurabiego. Ci, którzy odbierają życie, muszą się liczyć z tym, że stracą własne. Gdy, walcząc ze śniegiem mrozem, bohaterka stwierdza, że świat nie został stworzony dla człowieka, pobrzmiewa w tym coś więcej, niż ironiczny komentarz pogodowy. Nikt nie powinien czuć się panem i władcą, chce powiedzieć pani Duszejko, natura może nas zmieść jednym podmuchem wiatru niczym kula zdmuchująca życie zająca.

Zwierzęta nie mają podmiotowości prawnej. Dlatego nie istnieją prawa zwierząt, lecz tylko prawa o ich ochronie. Przykładowo uśmiercanie zwierząt może być uzasadnione „potrzebą gospodarczą” czy „wykonywaniem zadań związanych z ochroną przyrody”. Szczególnie to drugie brzmi nieco absurdalnie, ale cóż, jesteśmy samozjadającą się cywilizacją, przy okazji pożerającą wszystko wokół. Pytanie, czy w obronie zwierząt można zabić człowieka? Nasza intuicja i prawodawstwo dają jednoznaczną odpowiedź. Tokarczuk każe nam jednak wyjść poza prawo. Zadaje trudne, ale chyba w tej kwestii fundamentalne pytanie: dlaczego nasz ból i nasze życie są ważniejsze niż ból i życie zwierzęcia. Zadaje je jednak w dość tendencyjny sposób. Na ofiary zbrodni wybiera brutalnych, bezwzględnych osobników. Oczywiście mężczyzn. Strzelali nie tylko do zwierzyny łownej, ale też do puszczonych samopas psów sąsiadów. Jeden z zamordowanych zajmował się kłusownictwem, inny prowadził lisią fermę, zaś ksiądz okazał się bezwstydnym hipokrytą. Poza tym prowadzili podejrzane interesy, nieobce im było łapówkarstwo. To są po prostu źli ludzie i gdy giną z ręki nieznanego sprawcy, nie jest nam ich żal. Zresztą Tokarczuk daje nam dużo czasu na negatywne nastawienie się do ofiar. Powieść wzorowana jest na konstrukcji kryminału, toteż zanim sprawca zostanie wykryty, zdążymy się upewnić, że wszystkim im należała się kara. Zło jest zbyt jednoznaczne, podobnie oprawca okaże się być znacznie bliżej bieli niż szarości. Zbyt prosta to dydaktyka i powieść wiele na tym traci. Takie skontrastowanie skłania raczej do przyjęcia zdystansowanej postawy niż dokonania próby rzetelnej odpowiedzi na stawiane pytania. Historia jest ciekawa, szczególnie dzięki wpisaniu jej w kryminalny schemat, jednak w kwestii ideologicznej sprawa idzie za daleko. Zbyt skrajna postawa – choć interesująco przedstawiona – nie daje żadnego rozwiązania i jest przy tym nie do zaakceptowania bez względu na to, w jak korzystnym świetle zostanie ukazana. Jakkolwiek wielu radykalnych obrońców praw zwierząt dotarłszy do końca książki poczuje satysfakcję. Im powieść na pewno się spodoba.
 

Olga Tokarczuk, Prowadź swój przez kości umarłych, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009.

Komentarze :

Dodaj komentarz :
Autor : 
Treść : 
 


Zaznacz drugi :

  wyślij znajomym |   drukuj |  powrót
wspolpraca

ISSN 1689-1856
Wszelkie prawa zastrzeżone przez Pro Arte Online 2004-2007 Powered by keoAdmin