Piątek, 10 września 2010 r.
 
   
 Numery archiwalne
Jeśli chcesz być na bieżąco - zapisz się!


  4-5 (102-103) 2010   numery archiwalne
Literatura
 2010-02-19 10:59:22
Piosenka uzależniona
Katarzyna Misiura
Piosenka… to, tak jak inne tomiki Dyckiego, uderzająca naturalistycznymi obrazami i bezkompromisowo wędrująca po ciemnych zakamarkach ludzkiej psychiki rzecz o rozpadzie i ułomności świata. Piosenka nieco kakofoniczna, jak świat, o którym opowiada. Tytuł mówi wiele. Ja liryczne jest zniewolone (zależne, uzależnione). Bywa pokorne, częściej jest jednak bezczelne, wulgarne, snuje histeryczne, apokaliptyczne wizje.
 
Z czynników niewolących ja liryczne można ułożyć litanię. Zacznijmy od matki – alkoholiczki, wariatki, kobiety umierającej, martwej, wciąż jednak matki, którą należy się opiekować, gdy choruje i o której nie sposób zapomnieć także po jej śmierci. Wszystko to jest źródłem cierpienia i rodzących się w umyśle paranoi. Ja liryczne staje się niewolnikiem własnych zachowań, nie panuje ani nad swoimi emocjami, ani nad reakcjami, jakie wywołują.
 
podrapała mnie do krwi nie wiem
jednak jaki był tego powód że zamknąłem się
u siebie w sąsiednim pokoju
w sąsiednim pokoju umiera moja matka
 
Czytamy także o chorobie psychicznej i szpitalu psychiatrycznym, miejscu wynaturzonym, groźnym, tożsamym z chorymi wizjami przebywających w nim pacjentów. Poeta konstruuje obrazy niczym z powieści grozy. Szpital staje się przerażającym ptakiem, pojawia się postać klucznicy która kluczy kołuje nad nami. Świat jest taki, jakim tworzy go ludzka psychika.
 
Wkraczamy również w obszar seksualności – sfery tajemniczej, mrocznej, niepodatnej na kontrolę, demonicznej, wywołującej stan podobny do opętania. Czegoś obcego, co nie daje się poznać, ale wymusza określone zachowania – każe dotykać męskich ciał pod brudnym zielonym kocem. Jest nieczyste, nieakceptowalne.
 
z młodszym od siebie nie idź do komnaty,
by zapalił świecę której płomień nie gaśnie
(…)
i jeszcze mu mało gdy bierze do ust
 
Śmierć gnieździ się także w literaturze. Tu należy wspomnieć o serii utworów do przyjaciela i o przyjacielu. Poezja przechodzi w nich do historii, która, będąc przeszłością, jest martwa. Co innego jednak z nekrologami, budzą one powszechne, bezmyślne zainteresowanie. A jednak budzą również zainteresowanie ja lirycznego, są uznawane je za literaturę rzetelnie opisującą rzeczywistość, pozbawioną przeinaczeń i obłudy. Nawet brzydka dziewczyna może się podobać, gdy ze skupieniem czyta nekrologi w gazecie.
 
ale nade wszystko jest w niej coś
z nieuchwytnego piękna kiedy dostrzega
nazwiska owych Kępskich Widawskich
i Traczewskich które jej nic nie mówią
 
Nie mamy pewności, czy przez ten fragment przemawia ironia, w innym miejscu jednak myśl o rezygnacji z książek traci wszelkie jej znamiona. Wraz z przyjściem przyjaciela, niedoskonałego, ale prawdziwego, kogoś, kto nie częstuje śmiercią pod postacią literatury. Stanowi ostoję, wprowadza pozytywny akcent w świat zbudowany przez poetę.
 
przyjaciel bowiem to ktoś kto plącze się
w zeznaniach i gubi w szczegółach
lecz nie zostawia cię z pakunkiem pięciu
sześciu książek do których
 
nigdy nie zajrzysz
 
Przyjaźń nie ma jednak wpływu na fakt, że ja liryczne jest zniewolone przez wiele wymienionych, jak i nie wymienionych dotąd (pochodzenie, alkohol, sen, koligacje rodzinne) czynników. Uzależnia go właściwie wszystko. O śmierci pisze na rozmaite sposoby – z patosem, ironią, humorem, wulgarnie, spokojnie. Życie osacza.
 
zapamiętałem początek wiersza:
„nie narażaj się śmierci”
dziwne napomnienie: „nie narażaj się
śmierci słońcu ciemności wodzie”
 
Budując wiersze poeta niejednokrotnie posługuje się prostymi, na poły podświadomymi skojarzeniami (ślimak – choroba psychiczna) i rymami rodem z chuligańskiego podwórka (a każdy z nas był „podkręcony przez tę samą kozę chujozę”). To w połączeniu z wulgaryzmami i potocyzmami likwiduje dystans czytelnika do przedstawionego świata czyniąc go jeszcze bardziej przerażającym. Mamy wrażenie głęboko zasmucającego „tu i teraz”. Sporo w tym tomie także ironii, często bardzo gorzkiej. Poeta powtarza więc w kolejnych wierszach te same wersy i dodaje do nich inne, wyjaśniające coraz więcej, jakby powtarzał za Wojaczkiem: Można też inaczej. Wojaczka przywodzi na myśl także tematyka: śmierć, seksualność, penetrowanie ciemnych obszarów ludzkiej psychiki. Z drugiej jednak strony to skojarzenie wydaje się nadużyciem, ponieważ Dycki jest poetą niepowtarzalnym, chociażby z powodu formy jego poezji. W rzemieślniczy sposób piętrzy znaczenia, jakby wciąż poszukiwał kształtu najlepiej wyrażającego to, co chce przekazać. Powtarza motywy, całe frazy, w innych już wierszach, wciąż od nowa, coś poprawiając, zmieniając, dopisując.
 
z językiem trzeba twardo
jest jaki jest kawałek
drewna którym się podpieramy
i posiłkujemy w drodze
 
Język jest trudnym w obróbce tworzywem, ale w kołomyi rozkładu, śmierci i zła, choć sam przynależy o ułomnego świata, umożliwia dokumentację, rozliczanie się z przeszłością i światem. Poeta tworzy dzieło, które chyba wciąż uważa za niedoskonałe, a na pewno nie za skończone, dlatego też konstruuje sensy, by za chwilę zdekonstruować je, znowu tylko po to, by móc zacząć konstruować ponownie, w nieco inny sposób. Poezja zatacza koło jak śmierć i życie. Ale o tym pisze, a właściwie o to prosi sam Tkaczyszyn-Dycki już w pierwszym wierszu – modlitwie – inwokacji.
 
daj mi słowa abym kres
nazwał umiejętnie kresem
i w nim tańczył (żebym
z radością zataczał koła
 
które będą kołami nicości
i moimi kresami) i abym pojął
abym szalony nie wybiegł
z domu bo i dokąd zawiedzie mnie
 
natchnienie jak nie do pana boga
 
I tak oto próbując powiedzieć coś o poezji Dyckiego, zostajemy odesłani do niej samej. I na tym zakończmy.
 

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Piosenka o zależnościach i uzależnieniach, Biuro Literackie, Wrocław 2009.

Komentarze :

Dodaj komentarz :
Autor : 
Treść : 
 


Zaznacz pierwszy :

  wyślij znajomym |   drukuj |  powrót
wspolpraca

ISSN 1689-1856
Wszelkie prawa zastrzeżone przez Pro Arte Online 2004-2007 Powered by keoAdmin