Wtorek, 7 września 2010 r.
 
   
 Numery archiwalne
Jeśli chcesz być na bieżąco - zapisz się!


  4-5 (102-103) 2010   numery archiwalne
Literatura
 2009-02-24 18:20:23
Prosty i sprawdzony sposób na haszyszopenki
Agnieszka Rybczak



Za górami, za lasami, w każdym razie w Polsce. Tak mogłaby się rozpoczynać akcja powieści naznaczonej enigmatycznym tytułem Haszyszopenki. Miejscem wydarzeń jest jedno z wielu polskich prowincjonalnych miasteczek, tworzone przez kilkanaście szarych bloków szczelnie otoczonych lasem. Tuż obok położone są zakłady zbrojeniowe, w których pracują wszyscy zdolni do tego mieszkańcy. Przestrzeń odizolowana. Mikroświat. Rezerwat. Są tu różne typy postaci: działacz Solidarności, milicjant, ormowiec, niepełnosprawny nauczyciel rencista i bezrobotny właściciel meliny. I miasteczko żyłoby swoim ospałym rytmem, gdyby nie wkroczyła do niego wieść o stanie wojennym, która to wieść wszystko zmieniła.

Maks i Wronek to główni bohaterowie, dwaj chłopcy, którzy w czasie wakacji nie skarżą się na nudę. Wymyślają sobie różne zabawy; walczą z bandami kolegów, włóczą się po lesie, chodzą na stare lotnisko, wchodzą na dach budynku… Z inicjatywy Wronka robią wszystko to, co zakazane. Podstawowym celem ich wyobraźni jest unicestwienie wspólnego wroga – ormowca Trzynachy. Podczas śledzenia perypetii chłopców, można odczuć dziwny niepokój. W ich relacji jest coś niepokojącego, niebezpiecznego. Jakiś wychwytywany intuicyjnie destruktywny czynnik. Z pewnością nie łączy ich przyjaźń, lecz raczej silna fascynacja ze strony Maksa, którą wykorzystuje jego towarzysz. Maks jest uzależniony od kolegi i zmanipulowany przez niego. Ich przygody kończą się wielką tragedią. Fabuła okazuje się dramatycznym staczaniem się ku sytuacji bez wyjścia, natrafieniem na mur w ślepej uliczce. Bez możliwości powrotu do stanu „przed”. I tak zbudowana jest kompozycja, złożona z rozdziałów ułożonych od siódmego do pierwszego. Rozdział pierwszy jest więc końcem. Jest to odwrócony porządek stworzenia z Księgi Rodzaju. Dni kreacji zostały zastąpione dniami destrukcji.
Książkę Maślanki zaliczyć można do grupy powieści inicjacyjnych, gdzie staje w jednym rzędzie obok Weisera Dawidka i Blaszanego bębenka. Maks przechodzi przez kolejne stopnie traumatycznego wtajemniczenia. Przez inicjację w śmierć – kiedy ktoś zabija jego psa. W paraliżujący lęk – kiedy z Wronkiem odwiedzają dom, w którym straszy wisielec. W miłość platoniczną – kiedy rzuca go dziewczyna, gdy nie potrafi się z nią całować. W zdradę – gdy w lesie przypadkowo widzi matkę z obcym mężczyzną. W pedofilię – kiedy niepełnosprawny emerytowany nauczyciel historii chce go zgwałcić. Inicjacja sprowadza się do utraty wszystkiego, co bliskie i oswojone. Do utraty złudzeń. Jest to wtajemniczenie w dorosłość, która jest skażona pierwiastkiem śmierci. W części finalnej powieści bohater zostaje całkowicie osamotniony. Jest to zwieńczenie stanu permanentnej demaskacji pozorów i iluzji. Ma apokaliptyczne przeczucie końca swojego świata.

Powieść Maślanki jest w istocie uniwersalnym obrazem destrukcji społeczeństwa, rodzin, więzi międzyludzkich. Wielki rozpad dokonuje się w świadomości bohaterów, pod wpływem stanu wojennego. Ludzie zaczynają pić, donosić na siebie. Żyją w marazmie, letargu, stanie odrętwienia. To taki współczesny chocholi taniec. Ojciec Maksa, działacz Solidarności, zaczyna donosić na kolegów i stacza się w wódkę. Tata Wronka, milicjant, wraz z rozpoczęciem stanu wojennego wyjeżdża i nigdy nie wraca, na skutek czego matka chłopca trafia do szpitala psychiatrycznego. Dochodzi do pobicia producenta bimbru, właściciela lokalnej meliny. Ludzie ponoszą klęskę osobistą, nie będąc tego świadomi.

Haszyszopenki
to niepokojące i obrazoburcze spojrzenie na fragment polskiej historii. To pesymistyczna odpowiedź na pytanie, w jaki sposób historia determinuje losy ludzi. To także obraz rozpadu świadomości pod dużym wpływem wypadków dziejowych. Kończy się pytaniem, które stawia sobie czytelnik po przeczytaniu ostatniej strony: „Co będzie dalej?”.

Jest jeszcze jedno pytanie. Czym są haszyszopenki? To mieszanina zgniłych zapraw ze słoika, bimbru i innych zaskakujących dodatków, podpalona pod drzwiami Trzynachy przez chłopców, jako metoda partyzanckiej walki. Zapewne są symbolem, ale czego? Być może jałowego, bezskutecznego buntu.  Być może indywidualnej walki o nowy, lepszy porządek, która skazany jest na porażkę i kompromitację, ponieważ okazuje się celem samym w sobie, bez dalekosiężnych perspektyw i szlachetnej idei.



Jarosław Maślanek, Haszyszopenki, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008.

Komentarze :

Dodaj komentarz :
Autor : 
Treść : 
 


Zaznacz drugi :

  wyślij znajomym |   drukuj |  powrót
wspolpraca

ISSN 1689-1856
Wszelkie prawa zastrzeżone przez Pro Arte Online 2004-2007 Powered by keoAdmin