Piątek, 3 września 2010 r.
 
   
 Numery archiwalne
Jeśli chcesz być na bieżąco - zapisz się!


  4-5 (102-103) 2010   numery archiwalne
Literatura
 2006-11-01 02:33:37
W obliczu śmierci, a więc wobec życia
Magdalena Przybylska

Na książkę składają się, co sugeruje podtytuł, dwa monologiDürer i Vesaliusz. Dwie całości. Dürer właśnie umarł, dlatego mówi jego służąca – Zuzanna, natomiast Vesaliusz przeczuwa zbliżającą się śmierć, i to on opowiada. A więc trzy postaci – Artysta, służący i uczony. Artystą jest Dürer, służący (a właściwie – służąca) to Zuzanna, natomiast uczonym czynimy „krajacza trupów” – Vesaliusza. Jednak Patrick Roegiers umieścił na początku swego utworu motto, które nie tylko nie pozwala na takie jednoznaczne utożsamienie, ale wręcz komplikuje wszystko: „Artysta jest jedynym, prawdziwym uczonym” (Man Ray). A może tyleż gmatwa, co scala? Albo jeszcze inaczej – plącząc łączy? Ale książka – mimo wszystko – rozpada się. Na dwie części, dwie opowieści.

Artysta-uczony, uczony-artysta, człowiek nieprzeciętny, niedający się mierzyć zwykłą, ludzką miarą. A obok służący, ktoś – mogłoby się wydawać – nieistotny. „Jestem służącą, to znaczy nikim” – snuje swoje refleksje Zuzanna. A jednak nie zostaje pominięta, czy choćby zepchnięta na drugi plan. To postać właściwie najmniej ważna, a najbardziej intryguje. Co okazuje się niezwykle ciekawe, przedstawiając nam żywot swojego pana, mimochodem eksponuje siebie. „Jaka w tym wszystkim ironia losu, że człowiek tej miary, jeden z najznamienitszych artystów swego czasu, kona w śmiertelnej pościeli, a u jego boku nie ma nikogo, kto by czuwał, komu mógłby coś rzec, oprócz mnie jednej, której nie namalował i która nigdy się na to nie poskarżyła.” Można odnieść wrażenie, że w takich momentach nie tyle słuchamy opowieści Zuzanny, ile przenikamy jej myśli.

Monologi są reakcją na śmierć, ale dotyczą – czy nawet dotykają – życia. Za każdym razem chwila śmierci nam umyka, nie jest dostępna w bezpośrednim oglądzie. Jakby samo konanie było zdarzeniem mało istotnym, przykrą koniecznością, która nie zasługuje na zatrzymanie w słowach. Bo przecież „śmierć jest końcem, nie celem życia”. Zuzanna rozpoczyna swoją opowieść za późno: „Mój pan nie żyje” – ubolewa, inicjując żałobne czuwanie, zaś Vesaliusz – zdawałoby się, umierający na naszych oczach – kończy monolog jeszcze jako żywy: „No, Vesali, czas żegnać się z sobą. Giń, już nie żyjesz…”. Bo jak tu mówić o własnej śmierci w czasie teraźniejszym, a co dopiero w przeszłym? O tym, że na pewno zmarł dowiadujemy się na początku – monolog (informują nas swoiste didaskalia) wygłaszany jest „w dniu śmierci Andrzeja Vesaliusza”. 

 Dwa monologi to opowieści osób cokolwiek szalonych, to próba przybliżenia historii postaci niebanalnych.  Ale także dwie nieszablonowe kompozycje. Dwa utwory, które czyta się z przyjemnością. Roegiers świetnie konstruuje obie wypowiedzi (z tym, że pierwsza wydaje się trochę lepsza); można odnieść wrażenie, że każda z nich stworzona została przez innego autora. Bo tak przecież było w rzeczywistości… tej drugiej, którą ofiaruje nam tekst.
 
Patrick Roegiers, Artysta, służący i uczony. Dwa monologi, przeł. A. Wodnicki, Wydawnictwo Austeria, Kraków 2005.

Komentarze :

Dodaj komentarz :
Autor : 
Treść : 
 


Zaznacz pierwszy :

  wyślij znajomym |   drukuj |  powrót
wspolpraca

ISSN 1689-1856
Wszelkie prawa zastrzeżone przez Pro Arte Online 2004-2007 Powered by keoAdmin