2010-07-14 02:03:57
Wiersz
Filip Wyszyński
Inaczej
Trzymałem dzień za zębami. Coś prażyło
niemiłosiernie. Nad ranem zamknięto mnie
światłem, zaciśnięto ręcznikami poplamionymi
krwią i stałem się kruchy. Dowiedziałem się
prawdy o tobie, dlaczego nie lubisz się budzić
i czemu odkręcenie kranu i wejście do wanny
z książką to taki problem. Skąd takie zamieszanie
wokół każdej straconej siostry i miesięcy. Nie
potrafiłem tego zrozumieć sypiając w cudzych
łóżkach. Niepotrzebnie dałaś zrobić sobie zdjęcia,
bo chłopcy nocą przewracają się na myśl, że właśnie
szukasz w pokoju nocnej koszuli. Walą konia bez
pornograficznych pism, mają coraz bardziej gorzkie
sny, biegną przed siebie pod ciemnym niebem.
Zostawimy tę starą kamienicę, gdzie wspomnienia
są palące jak dzień i dzieje się tu coś tylko wtedy,
kiedy będę musiał się zastanawiać jak cię dzisiaj nazwę.
Rybacy chowają tutaj białe żagle do drewnianych skrzyń.
Mamy jeden materac i nie mamy pieniędzy, pulsuje
nam krew, a ludzie nadal stoją nad nami i mówią,
że to tylko życie (krótkie i niepotrzebne). Aha,
jest jeszcze ciepłe piwo, serce jak spróchniały
pień i zepsute radio. Dobiegamy końca.
|